790 gramów łamigłówki z kością

Na wagę paczki zwrócił uwagę nawet listonosz – niby taka mała, ale podawał mi ją dwoma rękami, trzymając pod pachą list przewozowy i długopis. Potem jeszcze trochę zabawy z metrami taśmy klejącej, kartonowym opakowaniem zastępczym oraz bąbelkową wyściółką. Wreszcie jest, zaprojektowane zupełnie od nowa i wprowadzone dopiero w tym roku, eleganckie pudełko z błyszczącym, złotym logo naniesionym na wieczku. A w środku Revomaze V2 Extreme Green Hybrid.

Orgia detali

Nowe opakowanie prezentuje się o niebo lepiej od cienkościennego poprzednika: zamykane na magnes, zaopatrzone w miękką wyściółkę oraz piankowe stabilizatory. Nie tylko chroni łamigłówkę w transporcie, ale pozwala również na jej wygodne przechowywanie – metalowe łamigłówki Revomaze są w przekroju idealnie okrągłe, więc próba położenia ich na półce bez specjalnego stojaka może się skończyć katastrofą, grawitacja wyraźnie lubi je w ruchu. Ujmują gąbczaste schodkowe piramidy, których zadaniem jest niedopuszczenie do kontaktu anodyzowanej powierzchni łamigłówki z kartonowym wnętrzem pudełka – jeszcze krawędzie mogłyby się wytrzeć. Drobiazg, ale przyznaję punkt za poważne podejście do klienta.

Pomimo przemyślanego projektu i dobrego zabezpieczenia w transporcie, wieczko jest wyraźnie odkształcone. Po bliższym zbadaniu o dziwo okazuje się, że od środka! Czyżby to efekt wyjątkowych starań Poczty Polskiej? Odpowiedź wykluczająca postępowanie reklamacyjne narzuca się sama podczas próby wyjęcia łamigłówki z pudełka. Revomaze serii Extreme jest ciężki. Bardzo ciężki. Nie przypominam sobie trzymania w dłoni porównywalnej wagowo łamigłówki. I jest  to co do grama ciężar luksusu.

Testowałem już łamigłówki uważane za ekskluzywne, w niektórych przypadkach określenie takie było nawet do pewnego stopnia uzasadnione. Moje dotychczasowe doświadczenia bledną jednak w zderzeniu z Revomaze Extreme. Wyobraźcie sobie jednolity, anodyzowany aluminiowy walec – obudowa nie jest bynajmniej pustą w środku wydmuszką – zabarwiony na błyszczący, soczyście zielony kolor sztucznej, bożonarodzeniowej choinki. Przez środek biegnie mosiężny, niklowany trzpień, w którym numeryczna obrabiarka precyzyjnie wycięła niewidoczny na razie dla oka labirynt. Jakby tego było mało, w testowanej przeze mnie wersji hybrydowej wewnątrz trzpienia znajduje się jeszcze stalowy pręt, na który w wersji V1 nawijany był certyfikat. Pogubiliście się? Nie szkodzi – materiał zdjęciowy poniżej.

Trochę teorii, trochę praktyki

Zasadniczo łamigłówki Revomaze dzielą się na plastikowe i metalowe, te ostatnie zaś występują w wersji V1 i V2, różniąc się kształtem walcowatej obudowy oraz budową trzpienia z naniesionym labiryntem.Mój egzemplarz to produkowana czasem hybryda: obły korpus pochodzi z wersji V2, zaś trzpień, zawierający dodatkowy ruchomy element, pochodzi z wersji V1 (normalnie powinien być jednolicie wypełniony). Co ciekawe, ten konkretny egzemplarz pochodzi zgodnie z oznaczeniami z kolekcjonerskiej edycji łamigłówek Revomaze – zaiste, ciekawa kombinacja. Dla zainteresowanych zdjęcie z forum Revomaze porównujące poszczególne wersje (many thanks, Mark!).

Jak sprawuje się Revomaze Extreme w praktyce? Wybaczcie militarne porównanie, ale przypomina pracujący idealnie zamek ryglowy  karabinu. Ponieważ wszystkie części są metalowe i idealnie spasowane, całość wsuwa się, wysuwa i obraca z elegancką precyzją. Eksplorowanie na ślepo ukrytego labiryntu to w tym przypadku prawdziwa przyjemność i paradoksalnie pewnego rodzaju ułatwienie dla wyobraźni – dokładność manualnego mapowania jest nieporównywalna z wersją plastikową, czego się zresztą spodziewałem i co częściowo tłumaczy dosyć drastyczną różnicę w cenie.  Niecodzienna dokładność wykonania mechanizmu pozwala wręcz w pewnych sytuacjach wyczuć wprawnymi palcami zbliżającą się krawędź pułapki, na co puryści prychają pogardliwie, doszukując się zbytniego ułatwienia, jakby sam labirynt nie był wystarczająco zagmatwany. Metalowy Revomaze ma jeszcze jedną ciekawą właściwość: nagrzewa się po jakimś czasie od trzymających go dłoni. Po odłożeniu na chwilę łamigłówki i ponownym wzięciu jej do ręki, obudowa jest nadal ciepła. Wierzcie mi, wrażenie jest niesamowite…

W kategoriach wyzwania dla szarych komórek Revomaze Green jest po prostu… podły. Frustrujący, wymagający zarówno wyobraźni przestrzennej, jak i sporej dawki zręczności. Jednocześnie irytuje, łamie reguły, niesamowicie wciąga i nie pozwala odłożyć się na półkę. Innymi słowy zawiera wszystkie niezbędne składniki naprawdę dobrej łamigłówki. Już od samego początku wpada się w gąszcz splątanych ścieżek, tylko po to, żeby po mozolnej eksploracji utknąć na dobre. W akcie desperacji rozrysowałem benedyktyńsko wszystkie ściany i pułapki, tylko po to, żeby potwierdzić początkową tezę – wyjścia NIE MA. Jego odnalezienie wymagało oderwania się od schematu i spojrzenia na problem z zewnątrz, zgodnie z regułą wykluczeń Sherlocka Holmesa. Tylko po to, by wpaść w zręcznościową sekwencję wymagającą delikatnych, choć pewnych palców oraz swoistej pamięci mięśniowej. W efekcie jednak niewiele łamigłówek daje tak wyraźną satysfakcję, odczuwaną się w momencie zestawienia dwóch niepozornych kropek – na obudowie i na rdzeniu. Potem jeszcze trzeba przywołać na pomoc Newtona i konstrukcja rozkłada się sama. Dla ciekawych film autorstwa użytkownika noel25paul1 znaleziony na YouTube:

)

Not all those who wander are lost

Jako łamigłówka mechaniczna Extreme Green ociera się o doskonałość, i nie chodzi wyłącznie o jakość wykonania. Choć po rozłożeniu plastykowej niebieskiej wersji miałem już jako takie pojęcie o tym, co mnie czeka, zielony blaszak zaskoczył mnie co najmniej kilkukrotnie, dodając nowe doświadczenia godne Tezeusza. Nie zgadzam się z zarzutami, że element zręcznościowy został w tym modelu nadmiernie rozbuchany, dla mnie stanowił swoisty kontrapunkt dla wcześniejszego główkowania. I choć niniejszy wpis ociera się niebezpiecznie o panegiryk, mogę tylko powtórzyć raz jeszcze: zdecydowanie nie żałuję znajomość z produktami Revomaze. Jak głosi plotka zza kanału, w drugiej połowie roku są szanse na kolejną partię łamigłówek plastykowych, których cena ma być nieco bardziej przystępna dla przeciętnego zjadacza chleba. Ja w każdym razie zaczynam odkładać na Extreme Bronze, dynamiczną łamigłówkę Revomaze, zawierającą elementy ruchome, zmieniające przebieg labiryntu w trakcie rozwiązywania. Połknąłem bakcyla, a podobno najlepszym sposobem, by zwalczyć pokusę, jest jej ulec…

Podziękowania

Dziękuję Sophie McGerty za pomoc przy wyborze i skompletowaniu mojego egzemplarza Revomaze. Thanks Sophie, you’ve been Extreme-ly helpful!

 

  • Wykonanie: 10

    + materiały i wykonanie rodem z łamigłówkowej nirwany

    + bezprecedensowy ciężar i precyzja mechanizmu

    + wygląd abstrakcyjnego dzieła sztuki

  • Grywalność: 10

    + bardzo podstępne nowe zagadki

    + element zręcznościowy dodaje smaczku

    + otwarcie dostarcza niesamowitej satysfakcji

  • Ocena: 10

    Nowy punkt odniesienia. Niestety, portfel Was znienawidzi…

Revomaze V2 Extreme Green Hybrid

Producent: Ashton Pitt Ltd, Wielka Brytania

Autor: Chris Pitt

Cena: 102 GBP

  • Jesteś wariat. Tyle mam do powiedzenia patrząc na cenę 😀

    • kwiatosz

      To prawda 🙂 Dobrze, że cenę dałeś na końcu, inaczej przestałbym czytać od razu po jej zobaczeniu 😉

      • logicznieZnadPlanszy

        Oj tam, oj tam… drogi to jest Extreme V1 Purple (6 000 GBP), poza tym litościwie nie wspomniałem o kosztach przesyłki, bo bałem się, że mi bloga zamkniecie ;o)