Xmatrix – w 3D widać więcej

Wygląda na to, że labirynty chwilowo zawładnęły całkowicie moją łamigłówkową jaźnią – najwyraźniej na archetypy tak stare i silnie osadzone w ludzkiej kulturze po prostu nie ma rady. Posłusznie podporządkowałem się więc sygnalizowanym przez przedwzgórze potrzebom i sięgnąłem po kolejną układankę, tym razem jednak z zupełnie innej bajki.

Ukryte labirynty już były, w wersji metalowej i plastykowej, tańsze i… nieco droższe. Co byście jednak powiedzieli na kompletne odwrócenie założeń? Doskonale widoczny z każdej strony (a jest ich aż sześć) labirynt 3D w bardzo atrakcyjnym opakowaniu. Wydaje się Wam, że w wersji przezroczystej będzie łatwiej? Nic bardziej błędnego!

Ball-in-a-Box

Jakby tego było mało, historia powstania Xmatrix jest co najmniej tak samo ciekawa, jak sama łamigłówka. Jako inżynier z wykształcenia zawsze ceniłem ludzką pomysłowość w najczystszej formie, czyli tworzenie czegoś z… niczego. W świecie powszechnego projektowania komputerowego, Kornwalijczyk Jeremy Goode dokonał rzeczy nadzwyczajnej – używając pustych pudełek CD, taśmy klejącej, kawałków kartonu i opakowań po słodyczach stworzył własnoręcznie piękną łamigłówkę, wyglądającą jak żywcem wyjęta z czeluści AutoCADa. Co urodziło się na kuchennym stole w Portugalii w roku 1999? Zerknijcie poniżej.

Wierzyć się nie chce, że brzydkie kaczątko prototypu, noszące w sobie jednak iskrę genialnego pomysłu, zaowocowało produktem, który chętnie postawicie na swoim biurku, w jego najlepiej oświetlonym kącie. Przenikające się warstwy złotego akrylu (jest również dostępna wersja błękitna) zapewniające świetny wgląd do wewnątrz, podniesione krawędzie, pozwalające uniknąć zarysowań i wyślizgiwania się z dłoni, wielkość umożliwiająca  wygodne manipulowanie w trzech wymiarach, niewielka waga nie powodująca zmęczenia. Nawet logo zaprojektowano tak, by można je jak ambigram czytać do góry nogami.

No dobrze, ale o co w tym wszystkim chodzi?

Już tłumaczę: mamy trójwymiarowy, przezroczysty labirynt zamknięty szczelnie w sześciennym, równie przezroczystym pudełku. Oraz metalową kulkę, którą musimy przeprowadzić od tytułowego X na złotej ściance układanki do analogicznego X na jego przeciwległej, srebrnej stronie. Takie proste, a od pomysłu do ostatecznego produktu na sklepowych półkach upłynęło… 11 lat! Widać jednak, że doświadczenia autora w projektowaniu grafiki i opakowań w branży gadżetów reklamowych ostatecznie przekuły się w sukces. Czy przy tak pozornie prostych założeniach łamigłówka broni się jako wyzwanie dla głowy (i palców)?

Uprzedzam od razu: Xmatrix jest niełatwy. W trakcie jego rozwiązywania człowiek balansuje wręcz na granicy frustracji. Polecam go serdecznie wszystkim tym, dla których standardowe łamigłówki są wiecznie zbyt łatwe – no cóż, spróbujcie Xmatrix. Labirynt jest teoretycznie widoczny z każdej strony, ale wiedzę o wewnętrznych korytarzach zdobywamy metodą prób i błędów, zapamiętując prawidłowe przejścia i eliminując ślepe zaułki. Ponadto niemałą rolę odgrywa w niej element zręcznościowy, wymagający znacznie bardziej precyzyjnych ruchów niż chociażby Rubik’s 360. Aby przeprowadzić metalową kulkę w określony powyżej sposób musimy faktycznie zwiedzić cały labirynt, nie przewidziano w nim bowiem skrótów. Bardzo istotne jest odpowiednie ułożenie sześcianu w przestrzeni, co pozwala uniknąć zapadek i umożliwia bezpieczne przejście. Nieprzypadkowo rozwiązanie jej w czasie 20 minut (niekoniecznie w pierwszym podejściu) uznawane jest za bardzo dobry wynik, zaś osiągnięcie czasu 4 minut uchodzi już za prebłysk geniuszu. A przy okazji wygląda tak, że wierzyć się nie chce, iż to łamigłówka…

Łyżka dziegciu w sześcianie miodu

Próby rozwiązywania Xmatrixa metodą potrząsania kończą się nieodwołalnie odłożeniem łamigłówki po kilkudziesięciu sekundach. Podejście systematyczne i logiczne to dopiero początek długiej drogi. Choć rozwiązanie jest tylko jedno, jego znalezienie, zapamiętanie i powtórzenie to mały wyczyn. Nie raz trzeba ją na moment odłożyć i dać odpocząć nerwom. Ideał? Prawie. Mam tylko jedno zastrzeżenie: metalowa kulka mogłaby być odrobinę większa, co – zmniejszając luzy – zwiększyłoby prawdopodobnie kontrolę nad labiryntem. Oczywiście to tylko bajania laika, być może autor dobrał optymalnie proporcje, ja jednak – doceniając całkowicie aspekt pamięciowo/logiczny – zmniejszyłbym trochę element zręcznościowy.

A jak z dostępnością?

Nie zmienia to faktu, że Xmatrix to bardzo udana i przystępna cenowo łamigłowka. Można ją na chwilę obecną kupić w Czechach i na Słowacji, w Polsce o dziwo widnieje w ofercie sklepów z gadżetami, choć chętnie zobaczyłbym ja również na półkach sklepów branżowych, szczególnie, że ma jeszcze  większego brata w postaci Quadrusa, który jest już dosłownie kawałem łamigłówki. I choć uważam, że nie jest to produkt dla poddających się łatwo, jego interesujący design, świetne wykonanie i właśnie poziom trudności stawiają ją wysoko w łamigłówkowym rankingu.

Kojarzący się nieodmiennie z pracami Eschera, będący ozdobą każdej półki i pozostawiający mało kogo obojętnym, Xmatrix miał być zgodnie z założeniami twórcy simple to understand, fun, beautiful, difficult and yet affordable (łatwy do zrozumienia, zabawny, piękny i trudny, choć przystępny cenowo). I taki właśnie jest. Well done, Jeremy!

Xmatrix Cubus

Producent: Xmatrix Limited

Autor: Jeremy Goode

Cena: ok. 45-55 PLN

www.xmatrix.co.uk

  • To pierwsze wykonanie, domowe robi wrażenie 🙂

    • logicznieZnadPlanszy

      Przywraca wiarę w Homo sapiens ;o)

      • Nie mówmy głośno o powrocie 😉 A co do dostępności Xmatriksa w sklepach, to skoro udało się z Dael O Ring, to i tutaj się uda? 🙂

        • logicznieZnadPlanszy

          Zobaczymy!