Perplexus kontratakuje!

Choć dzisiaj premiera Łotra 1, nie będzie to wpis poświęcony kolejnej bojowej stacji kosmicznej z najnowszej odsłony gwiezdnowojennego cyklu. Będzie za to o powrocie do zręcznościowych korzeni w postaci długo  wyczekiwanych, klasycznych łamigłówek Perplexusa, od których wszystko się zaczęło i które wreszcie w pełnej krasie objawiły się na polskim rynku. Czy warto było czekać?

Niełatwe początki

Cierpliwość wydaje się przymiotem wręcz wpisanym w naturę Perplexusa. Michael McGinnis, zafascynowany w dzieciństwie labiryntami, postanowił w szkole średniej zaprojektować zamiast gry planszowej trójwymiarową łamigłówkę, w której przez zamknięty w przezroczystej obudowie labirynt przeprowadzamy metalową kulkę. Był rok 1979 gdy światło dzienne ujrzał Equilibre Hable, jeszcze sześcienny pierwowzór dzisiejszych kulistych łamigłówek. Kolejny etap zajął aż 20 lat, gdyż dopiero na początku nowego wieku pojawił się kulisty już Superplexus, który po następnej dekadzie, w roku 2009, wyewoluował na sklepowych półkach w oryginalnego Perplexusa. Michael McGinnis jest od dawna wykładowcą rzeźby, co biorąc pod uwagę historię Ernő Rubika każe z szacunkiem patrzeć na akademicki wkład  w rozwój rynku łamigłówek. Zainteresowanych odsyłam do jego autorskiej strony, opisującej ciekawie i wyczerpująco założenia tego projektu. Wniosek nasuwa się jeden – nie od razu Perplexusa zbudowano…

 

Stan na dzisiaj

W chwili obecnej dostępnych jest 6 pełnowymiarowych modeli o zróżnicowanym poziomie trudności: Original (2009, 100 przeszkód), Epic (2010, 125 przeszkód), Rookie (2011, 70 przeszkód), Twist (2013, 30 przeszkód), Warp (2014, 80 przeszkód) i Death Star (2015, 125 przeszkód). Ciekawostką jest miniaturowa, w pełni grywalna wersja oryginalnego Perplexusa o średnicy 6,35 centymetra – manipulowanie nim to musi być masakra…  Na naszym rynku dostępne są w tej chwili oprócz Twista wszystkie duże łamigłówki ze stajni Spin Master. Postaram się zrecenzować je po kolei, zaczynając od podstaw – przedstawiam model Rookie, czyli w naszej wersji językowej…

Perplexus – debiutancki etap

Nieczęsto mi się to zdarza, ale zasadniczo podobają mi się polskie nazwy Perplexusów. Rookie to ktoś niedoświadczony, rozpoczynający dopiero swoją przygodę z jakąś aktywnością, więc pojęcie debiutu pasuje tu jak ulał. Łamigłówkę stanowi labirynt zamknięty w najmniejszej sferze całej serii (pomijając miniaturkę) o średnicy prawie 16 centymetrów (17 cm z opasującym pierścieniem). Choć z nazwy i liczby przeszkód (zaledwie 70) kierowany do dzieci, może sprawić sporo frajdy również bardziej wymagającym graczom.

To, co rzuca się w oczy, to inny materiał zastosowany w zewnętrznej skorupie. W porównaniu z zeszłorocznym modelem wykonanym z ABS powłoka Rookie jest cieńsza, nawet delikatnie się ugina. Ponieważ brak na niej naniesionych elementów konstrukcyjnych Gwiazdy Śmierci, całość jest bardzo przejrzysta i wewnętrzny labirynt oraz samą kulkę widać po prostu świetnie. Pod względem czysto praktycznym to na pewno doskonalsze rozwiązanie. Nowością jest również plastykowy, przypominający karłowate pasy Saturna pierścień, opasujący łamigłówkowy glob i scalający jego dwie połówki. Paradoksalnie bardzo się przydaje, zapewniając pewny chwyt w trakcie manipulowania, podobnie jednak jak w edycji Star Wars zabawka jest całkowicie nierozbieralna.

Wielkość łamigłówki wydaje się idealnie dobrana zarówno dla mniejszych jak i większych dłoni – jest bardzo lekka i łatwo się nią obraca, ciężar wnętrza rozkłada się równomiernie. W środku widać żółto-biało-szaty labirynt, pozbawiony tym razem elementów ruchomych. Całość jest solidnie statyczna, przy czym – to też nowość – elementy w poszczególnych kolorach połączone są aluminiowymi nitami. Istniała jeszcze bardziej pstrokata wersja tego modelu (czerwono-zielono-żółto-fioletowa), ale redukcja barw działa moim zdaniem na korzyść odmiany sprzedawanej w Polsce – kontrast pomiędzy poszczególnymi częściami i samą kulka jest świetny, a stonowane odcienie wspomagają koncentrację.

 

Rookie w praktyce

Dlaczego nie uważam, że Rookie to łamigłówka wyłącznie dla początkujących? Powodów jest kilka:

  • mniejsza średnica sfery wymusza gęstsze upakowanie labiryntu – pomimo niepozornych rozmiarów zawiera nadal pełne 5 metrów ścieżki w środku!
  • w efekcie widoczność poszczególnych przeszkód bywa ograniczona i niektóre musimy rozwiązywać niejako na pamięć, bo nie zawsze da się wszędzie zajrzeć w danym momencie,
  • szerokość ścieżek i wysokość ograniczających je scianek widocznie maleją wraz z rozwiązywaniem układanki, co jest świetnym pomysłem na rosnący poziom trudności w tak niewielkim gabarytowo labiryncie,
  • co jednak najważniejsze – w przeciwieństwie do większych braci Rookie posiada tylko jeden punkt startowy, podczas gdy bardziej zaawansowane zaopatrzone są w tak zwane punkty treningowe, pozwalające wbić się w labirynt w kilku różnych miejscach i ćwiczyć poszczególne odcinki,
  • w efekcie owe 70 przeszkód musimy przejść jednym ciągiem: bez przystanków, ułatwień czy dodatkowych (niekoniecznie oficjalnych) punktów startowych – to naprawdę niebanalne wyzwanie!

Przyznaję, że Perplexus Rookie baaardzo przypadł mi do gustu! Powtarzające się sekwencje: lizaki, precelki, schodki i tunel nie pozwalają ani na moment dekoncentracji. Ponieważ jestem wielkim zwolennikiem łamigłówek o tylko jednym rozwiązaniu, konieczność przejścia labiryntu na raz trafia idealnie w moje gusta. Zarówno start jak i meta są jednoznacznie określone: zaczyna się od charakterystycznej łopatki a kończy – inaczej niż w pozostałych modelach – przezroczystym igloo, w które pewnie wpada kulka, wieszcząc koniec zabawy. Wystarczy tylko konsekwentnie trzymać poziom, nie rozpędzać za bardzo kulki i nie pogubić się w labiryncie, a rozwiązanie przyjdzie samo…

Oczywiście utrzymanie odpowiedniego balansu okazuje się łatwe jedynie w teorii. Łamigłówkę przeszedłem w 5 etapach, wypadając z trasy na 44, 49, 59 i 69 przeszkodzie (ta ostatnia porażka bolała oczywiście najbardziej). Absolutnie nie rozwiązywałem jej na akord, czerpiąc kupę przyjemności z odkrywania i powtarzania co ciekawszych sekwencji, podziwiając pomysły projektanta i ich zgrabną realizację. Kontrolę nad kulką oceniam jako bardzo dobrą, choć na drucianopodobnych elementach (nazwanych roboczo lizakami i precelkami) metalowy bolid potrafił naprawdę się rozpędzić, bardzo często wracając do punktu wyjścia i nieodmiennie wywołując gęsią skórkę u rozwiązującego.

 

Cierpliwość popłaca

Wyceniony na 139 PLN Perplexus Rookie, dostępny na razie wyłącznie w sieciach zabawkarskich (mam nadzieję, że już niedługo)  wydaje się świetną alternatywą – takiego wyboru brakowało mi właśnie w zeszłym roku. I choć dzisiaj jeszcze bardziej doceniam edycję Star Wars, to jednak jej cena i stopień komplikacji niekoniecznie miały szansę trafić do szerokiego grona odbiorców. Rookie na szczęście jest bardziej przystępny w obydwu tych aspektach. Pamiętajcie jednak: w twardej skorupie osadzona jest mimo wszystko delikatna łamigłówka, absolutnie niewskazane jest jakiekolwiek rzucanie, upuszczanie czy przechowywanie luzem (podstawka jest w komplecie), nawet w przypadku transportu warto upewnić się, że będzie odpowiednio zabezpieczona.

Debiutancki etap to dla mnie idealny przedstawiciel łamigłówek środka – nie za łatwych, ale i nie za trudnych, do których chętnie wracamy, rozwiązujemy szybciej i szybciej, intensywnie testując swoje szczęście. Jestem pewny, że w rodzinie zainteresuje nie tylko najmłodszych, choć to oni najprawdopodobniej pobiją rekordy szybkości rozwiązania. To łamigłówka ćwicząca precyzję ruchów, cierpliwość i wyobraźnię przestrzenną. Choć odrobinę brakuje mi w niej ruchomych elementów, to najlepszy statyczny Perplexus na początek, jaki można sobie wyobrazić. Aż chciałoby się więcej… Szczerze polecam pod choinkę i nie tylko, będziecie się dobrze bawić!

Perplexus – debiutancki etap (Perplexus Rookie)

Do recenzji dostarczyła: F.H.U. Libra sp. z o.o. dystrybutor zabawek licencjonowanych

Producent: Spin Master International

Autor: Michael McGinnis

Cena: 139 PLN

  • Ciągle nie przeszedłem Gwiazdy Śmierci a ty mi tutaj takie smakołyki podrzucasz….

    • logicznieZnadPlanszy

      Bo ten smakołyk dla odmiany przejdziesz, choć nie bez niezbędnego wysiłku :o)