Frankenstein na wesoło – moja recepta na umysłowe wypalenie

Czasami po zbyt intensywnym łamaniu głowy potrzebny jest przerywnik resetujący szare komórki , niczym płatek marynowanego imbiru czyszczący kubki smakowe po wielu kawałkach surowej ryby. Idealnie kiedy taki moment wytchnienia,  oprócz odpoczynku dla dendrytów, oferuje kawał dobrej, niczym nieskrępowanej zabawy i kupę śmiechu, najlepiej w jak największym gronie. Moje antidotum na nadmierne logiczne udręki przyjechało prosto z zeszłorocznych targów w Essen, a ponieważ właśnie doczekało się oficjalnej premiery – najwyższy czas na recenzję. Panie i panowie, oto Franky Reloaded!

Ostatnio renesans przeżywają wszelkiej maści gry kościane, będące zupełnie nowymi tytułami, bądź kostkowymi wariacjami na temat znanych już planszówek. Pojawiają się gry zawierające monstrualne ilości najróżniejszych sześcianów (jak Kostki zostały rzucone) oraz posługujące się minimalną ich liczbą (rekordowe Kości Cthulhu potrzebują tylko jednej). W tym towarzystwie zawartość Franka plasuje się gdzieś pośrodku, jeżeli chodzi jednak o grywalność i dostarczaną frajdę – to kościana najwyższa półka. Czytaj więcej

Greenrock Village – wieś sielska, anielska?

Otóż nie do końca – współczynnik przestępczości w tej zabitej dechami mieścinie, ze szczególnym uwzględnieniem brutalnych morderstw, bije wszelkie światowe rekordy. Trudno w niej wręcz o bezpieczne miejsce: śmiertelna przygoda może nas spotkać w hotelu, teatrze a nawet na bezpiecznym wydawałoby się ogródku działkowym. Wśród popularnych narzędzi zbrodni znaleźć można sekatory, nożyczki i szpadle, świeczniki i marmurowe popiersia, ale również drut kolczasty, butelki whisky i trujące pestycydy.

Mowa oczywiście o serii dedukcyjnych gier i łamigłówek logicznych wydawanych przez Jumbo B.V. (holenderską firmę o niemieckim rodowodzie) w serii Greenrock Village właśnie, składającej się do tej pory z gry planszowej przypominającej Cluedo, rozgrywającej się w hotelu, oraz dwóch jednoosobowych łamigłówek, osadzonych w realiach teatralno-działkowych. Opowiem Wam dzisiaj o moich perypetiach związanych z jednym z tych produktów i zakończę nad wyraz budującą konkluzją. Czytaj więcej

Xmatrix – w 3D widać więcej

Wygląda na to, że labirynty chwilowo zawładnęły całkowicie moją łamigłówkową jaźnią – najwyraźniej na archetypy tak stare i silnie osadzone w ludzkiej kulturze po prostu nie ma rady. Posłusznie podporządkowałem się więc sygnalizowanym przez przedwzgórze potrzebom i sięgnąłem po kolejną układankę, tym razem jednak z zupełnie innej bajki.

Czytaj więcej

Rozmiar ma znaczenie

W poprzednim wpisie zajmowałem się podnoszeniem ciężarów, dzisiaj nadszedł czas na skok wzwyż. Zacznę od małej ankiety: jak duża była największa łamigłówka trzymana przez Was w dłoni? Dla uściślenia: nie chodzi mi o produkowane na zamówienie egzemplarze pokazowe, które można zobaczyć na niektórych targach czy konwentach. Mówimy o produkowanych seryjnie, dostępnych dla szerokiej klienteli wydaniach sklepowych. Mojego rekordzistę zapakowano w pudełko o wysokości 32 cm – to więcej niż duże pudło gry planszowej i w przeciwieństwie do niejednej planszówki powietrza w środku nie uświadczycie zbyt wiele. Kto da więcej? Czytaj więcej

790 gramów łamigłówki z kością

Na wagę paczki zwrócił uwagę nawet listonosz – niby taka mała, ale podawał mi ją dwoma rękami, trzymając pod pachą list przewozowy i długopis. Potem jeszcze trochę zabawy z metrami taśmy klejącej, kartonowym opakowaniem zastępczym oraz bąbelkową wyściółką. Wreszcie jest, zaprojektowane zupełnie od nowa i wprowadzone dopiero w tym roku, eleganckie pudełko z błyszczącym, złotym logo naniesionym na wieczku. A w środku Revomaze V2 Extreme Green Hybrid.

Czytaj więcej

Mamuty nadchodzą

Jeżeli komuś doskwiera brak śniegu i mrozu (piszę z perspektywy mieszkańca południa, u nas wczesna wiosna), to zachęcam do odwiedzin witryny SmartGamesLive, gdzie swoją premierę miała najnowsza elektroniczna łamigłówka Rafa Peetersa, traktująca o epoce lodowcowej i nieodłącznych mamutach właśnie. W trakcie zabawy ratujemy z opresji włochatych kolegów Mańka, którzy z mozołem przepychają lodowe bloki, usiłując wydostać się z zawalonej jaskini. Czytaj więcej

Swish do domu i na drogę

Do tej pory na rodzinne wyjazdy zabieraliśmy nieodmiennie małą, rozgrywaną w czasie rzeczywistym, wymagającą refleksu i szybkiego kojarzenia grę karcianą FlixMix. W tym roku jednak FlixMix zostawał zwykle w domu. Dlaczego? Ponieważ w drodze ewolucji dorobił się poważnego konkurenta – karcianych (zasadniczo) gier Swish, wydanych przez amerykańską firmę ThinkFun. Do tej pory nie zostały oficjalnie wydane w Polsce, można tylko mieć nadzieję, że znajdą się w planach Egmontu na rok 2014. Dlaczego nadzieję? Bo stanowią na tyle ciekawą wariację na temat, że warto się im przynajmniej przyjrzeć. Czytaj więcej

Revomaze – łamigłówki z najwyższej (cenowej) półki

Mikołaj w tym roku przyjechał z Kanady, choć zakupy zrobił wcześniej w Wielkiej Brytanii. Dlaczego tak? Bo paradoksalnie było najtaniej, co wcale nie oznacza, że tanio. Ale pomijając efekt globalizacji, zasadnicze pytanie brzmi – czy mimo wszystko było warto?

Ile jesteście skłonni zapłacić za łamigłówkę? Większość produkowanych masowo wielozadaniowych układanek plastykowych nie przekracza kwoty 80 PLN, drewniane kończą się na 100 PLN, ekskluzywne mechaniczne wystają trochę powyżej. Uważacie, że to drogo? A gdzie tam! Czytaj więcej

Wtorkowa herezja, czyli Lego Marvel Super Heroes

Czy gry planszowe mają coś wspólnego z komputerowymi?

Tak, wiem, rozgrywka bez prądu jest szlachetniejsza: ma się przeciwko sobie drugą istotę ludzką, a nie bezduszną maszynę, przeciwnik siedzi przy tym samym stole, a nie przed ekranem monitora na drugim końcu świata, w jej trakcie trzeba używać głowy, a nie tylko refleksu i zręcznych palców, da się w nią grać wielokrotnie, a nie jeden raz i kasujemy z dysku, no i nie ocieka hektolitrami krwi, można ją więc bezpiecznie zaaplikować nieletnim.

Znam jednak serię gier wideo, która wymyka się temu stereotypowi. Czytaj więcej

Czyżby ogon kręcił psem?

Do tej pory odbywało się to zwykle dokładnie na odwrót: jakaś mainstreamowa łamigłówka okazywała się bestsellerem i w nagrodę otrzymywała wersję elektroniczną. Przypadki tego typu można łatwo zlokalizować w ofercie największych producentów. Dzisiejsza premiera na SmartGamesLive przeczy jednak ustalonemu porządkowi rzeczy.

Tunga Bunga, bo o niej mowa, wzięła się znikąd. No, prawie znikąd… Czytaj więcej