Na miękko, na twardo albo z labiryntem w labiryncie

Niniejszym ogłaszam początek nowej, świeckiej wielkanocnej tradycji!

Już nie tylko czekoladowe jaja będą atakować nas ze sklepowych półek, sieciowych gazetek i internetu. Tej wiosny po raz kolejny pojawia się przed świętami jajczarska, intelektualna alternatywa – druga już generacja łamigłówek SmartEggs. O pierwszych przedstawicielach tej serii pisałem prawie dokładnie rok temu, wyraziłem też wtedy nadzieję, że to nie koniec polskiej przygody z owalnymi labiryntami. Dzięki konsekwencji polskiego dystrybutora mogę dzisiaj zaserwować  Wam dzisiaj  zupełnie świeże danie. Odmiana 2-Layer, która budową najbardziej przypomina drewniane oryginały autorstwa Zagyvai Andrasa, węgierskiego ojca tej logicznej zabawki, to zupełnie nowa jakość.

Zapraszam do degustacji!

W kurniku robi się ciasno

Zacznę nietypowo od pochwały: polska strona internetowa SmartEggs doczekała się bardzo istotnej aktualizacji. Nie tylko dodano nowe łamigłówki (będzie o tym jeszcze w dalszej części) oraz opisano zmodyfikowane edycje niektórych wzorów, ale podano również minimalną liczbę ruchów niezbędnych do przejścia poszczególnych labiryntów. Spotkałem się z zarzutami, że pierwsza fala jajek była zbyt prosta, nie ukrywałem zresztą poziomu ich trudności w swojej recenzji. Dzięki liczbowemu przedstawieniu stopnia komplikacji będzie teraz można dobrać odpowiednie jajko do konkretnego zastosowania: inne dla dziecka, inne dla miłośnika łamigłówek, a jeszcze inne dla seniora. A jest w czym wybierać, bo nawet w podstawowym składzie 1-Layer przedział niezbędnych ruchów waha się od 8 do 28. To jednak dopiero rozgrzewka przed najnowszą, dwuwarstwową smoczą serią…

Nowalijki występują w trzech kolorystycznych odmianach: niebieskiej, czerwonej i czarnej. Na każdym jajku przedstawiony jest na białym, srebrnym bądź złotym tle symboliczny smok. Jak informuje instrukcja poziom trudności istotnie rośnie – na rozwiązanie najłatwiejszej łamigłówki potrzebować będziemy minimalnie 38-miu ruchów, najtrudniejsza wymaga już okrągłych 80-ciu. To już nie są żarty, przynajmniej w teorii. Nie tylko dojście do rozwiązania, ale samo jego zapamiętanie może w tej sytuacji stanowić niebagatelne wyzwanie. Czyżby nowa seria 2-Layer stanowiła odpowiedź na modły hardkorowych mózgołamaczy, dla których pierwsze łamigłówki były przysłowiową bułką z masłem? I gdzie w tej sytuacji należy szukać dodatkowej trudności w znanym skądinąd mechanicznym silniku Smart Eggs? Powodów do zadowolenia jest co najmniej kilka.

Jeszcze nie strusie, ale blisko…

Pierwsza rzucająca się w oczy różnica to wielkość samej łamigłówki: 2-Layer są co najmniej dwukrotnie większe od swoich poprzedniczek. Zmianie uległa również sama różdżka – jest dłuższa, cieńsza, zakończona mniejszymi kulkami i wykonana z metalu – czyżby plastykowe nie dość dobrze radziły sobie z frustracją graczy? Możemy tylko gdybać, ale całość umożliwia znacznie bardziej precyzyjne manewrowanie w obrębie labiryntu, zwiększając nie tylko możliwą liczbę kombinacji, ale i trwałość samej zabawki. Takie podejście jest w pełni uzasadnione, bo w nowej odsłonie intensywność manipulowania labiryntem jest nieporównywalnie większa, co wynika ze znacznie bardziej skomplikowanej budowy jaja. Oprócz skorupy z wydrążonym systemem szczelin mamy w tej wersji do czynienia z wewnętrznym labiryntem w postaci walcowatego trzpienia, którym możemy swobodnie obracać  i w pewnym zakresie wsuwać do wnętrza łamigłówki i wysuwać z powrotem.

Nadaje to całej zabawie zupełnie nowy wymiar: podczas przepychania różdżki przez widoczny labirynt zewnętrzny musimy również brać pod uwagę niewidoczny dla oka układ szczelin i kanałów wewnątrz, który możemy dodatkowo modyfikować, odpowiednio przesuwając i obracając trzpień. Jak łatwo się domyślić liczba kombinacji rośnie w ten sposób lawinowo, co bezpośrednio przekłada się na poziom trudności. Orientacyjne czasy rozwiązywania są już bardzo satysfakcjonujące – niebieski smok zajął mi trzy podejścia i łącznie dobrych kilkanaście minut, całkiem nieźle jak na najprostszą układankę serii. Ruchomy, wewnętrzny walec nie tylko nawiązuje do oryginalnych, drewnianych pierwowzorów SmartEggs, ale przywołuje również skojarzenia z innymi ukrytymi labiryntami: to taki mariaż podstawowego jajka 1-Layer z łamigłówkami typu Dael’O Ring.

Do rozwiązywania musimy zdecydowanie zatrudnić na pełny etat obydwie ręce, po oprócz trzymania łamigłówki niezbędne jest również operowanie jej ruchomymi elementami. Przyznaję, że na początku można się w tym wszystkim trochę pogubić – próby bezmyślnego rozwiązywania w najlepszym wypadku doprowadzą nas do punktu początkowego, w najgorszym spowodują utknięcie w środku labiryntu. Rozwiązań siłowych oczywiście nie proponuję… Bezwzględnie sztywna, metalowa różdżka była potrzebna nie tylko po to, aby oparła się połamaniu przez obracający się walec, niezbędna jest również do bardzo precyzyjnego korzystania z otwierających się dróg ucieczki, czasem z minimalną tolerancją. To nie są łamigłowki na jeden raz, ale o to chyba chodziło, prawda?

Faberge wśród łamigłówek

Testowane układanki okazały się bardzo ładne, powierzchnia jajek jest błyszcząca i kontrastowa, szczególnie dobre wrażenie robi model niebieski, przypominający trochę chińską porcelanę z błękitnymi ornamentami oraz model czarny, sprawiający wrażenie wykonanego ze złoconej laki. Niektóre źródła nazywają je odpowiednio smokami: średniowiecznym (czarny), celtyckim (czerwony) i chińskim (niebieski). Coś w tym jest – faktycznie każde jajo utrzymane jest w innej stylistyce, co uzasadnia takie przyporządkowanie. Ewidentne walory wizualne zostały również podkreślone przez dodawane w zestawie podstawki, pozwalające na ładne wyeksponowanie łamigłówek i bezpieczne przechowywanie różdżki. Na pewno można ozdobić nimi biurko czy półkę, przyciągną niejedno ciekawskie spojrzenie.

Trochę gorzej wygląda kwestia precyzji mechanicznej, to jednak nadal produkowane masowo łamigłówki plastykowe. Szczególnie w moim niebieskim egzemplarzu dało się zaobserwować negatywną interakcję pomiędzy labiryntem wewnętrznym i zewnętrznym, polegającą na zahaczaniu jednego o drugi. Podejrzewam, że przy dłuższym użytkowaniu problem znika, nie miał też wpływu na samo rozwiązywanie, ale przy dłuższej zabawie potrafił nieco zirytować. Pozostałe dwie łamigłówki działały płynnie i bezproblemowo, co mogło być kwestią innej budowy wewnętrznego układu ścieżek bądź też pechowego wykonania mojego błękitnego smoka.

Niestety wraz ze zwiększeniem wymiarów i jakości zewnętrznego wykończenia urosła również cena, choć na szczęście przy jednoczesnym wykładniczym wzroście mózgożernej frajdy. Do wysokich cen łamigłówek zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale w tym przypadku chętnie widziałbym sugerowany poziom przynajmniej o 10 złotych niższy. Można jedynie mieć nadzieję, że kiedy zaczną być szeroko dostępne w internecie, ceny ustabilizują się na nieco mniejszej kwocie. Na razie chętnych do zakupów odesłać można wyłącznie do sieci handlowych, i to nie tych najtańszych. Z drugiej strony kiedy pokusić się o jajka-łamigłówki jak nie przed Wielkanocą?

Samo żółte czyli podsumowanie

SmartEggs 2-Layer to kapitalny przykład łamigłówkowej ewolucji: praktycznie wszystkie moje uwagi z zeszłorocznej sesji testowej zostały uwzględnione w kolejnej iteracji. Zmniejszenie średnicy różdżki i powiększenie objętości łamigłówki pozwoliło na zbudowanie bardziej skomplikowanych labiryntów. Dzięki temu zdezaktualizował się jedyny możliwy zarzut dotyczący owalnych cudeniek – nikt nie może już powiedzieć, że są zbyt proste. To prawda, że z uwagi na zmienioną mechanikę trzeba nauczyć się ich rozwiązywania od nowa, przezwyciężając czasem dosłownie opór plastykowej materii, jednak po krótkiej chwili samo operowanie układanką staje się intuicyjne i do głosu dochodzi wyłącznie wyobraźnia: „Ciekawe, co jest w środku?”. Drobiazg w postaci funkcjonalnej podstawki pozwala cieszyć się łamigłówkami również poza szufladą, co biorąc pod uwagę stylizowane wykończenie powierzchni staje się dobrym pretekstem do prezentacji swojego hobby szerszemu gronu.

Polski rynek łamigłówek nadal miewa swoje wzloty i upadki. Tym bardziej należy docenić dystrybutora SmartEggs, który konsekwentnie wprowadza na rynek nowe modele. Nie byłem do końca pewny, czy pojawią się u nas kolejne produkty z tej serii, nie wszystkie wprowadzane do tej pory serie miały tyle szczęścia. Oprócz modeli 2-Layer w ofercie widziałem również dodatkowe łamigłówki poziomu 1-Layer, o zwiększonej trudności, stanowiące pomost pomiędzy najprostszymi i najtrudniejszymi do tej pory labiryntowymi jajami. Ale o tym mam nadzieję będę w stanie napisać w kolejnej recenzji. Może wzorem innych krajów doczekamy się w Polsce zawodów w rozwiązywaniu na czas jajek-labiryntów? Są już na Węgrzech, w Hiszpanii, w Stanach. Wtedy pozostanie tylko pomarzyć o wydaniu w Polsce drewnianego jajka Art Egg, które mam nadzieję nadal jest planowane i nie trafiło jeszcze do koncepcyjnego kosza.

Kto wie, może przed kolejną Wielkanocą?

 

  • Wykonanie: 7.5

    + bardzo ładne wykończenie powierzchni

    + zwiększone gabaryty, możliwości i poziom trudności

    + przemyślane dodatki ułatwiające ekspozycję i przechowywanie

    – nie udało się uniknąć mechanicznych problemów

  • Grywalność: 9.5

    + mechaniczna koncepcja zachwyca

    + zadowolą bardziej wymagających miłośników łamania głowy

    + rozwiązywanie to zupełnie nowe doświadczenie manualne

    – dosyć wysoka cena

  • Ocena: 9

    Świetny przykład łamigłówkowej ewolucji, coraz bliższy genialnemu, drewnianemu oryginałowi.

Smart Eggs 2-Layer: Blue Dragon, Red Dragon, Black Dragon

Producent: Patech Toys Limited, Chiny

Autor: Zagyvai Andras

Dystrybucja w Polsce: TM Toys

Cena: 59 PLN

  • Wczoraj widziałem te jajka w Biedronce, ale był tylko poziom 1. Nie kupiłem, bo pamiętam, że jak ostatnio rozmawialiśmy, to podczas rozmowy je „rozwiązałem”. Liczę, że trafię na wyższe poziomy 🙂

    • scheherazadeZnadPlanszy

      A ja kupiłam dziś w Biedronce poziom 4, 7, 8 na Zajączka dla Julii. Pewnie zależy od Biedronki.

    • logicznieZnadPlanszy

      Smart Eggs 2-Layer znalazły się w przedświątecznej gazetce EMPIK-u, nie miałem jednak okazji sprawdzić, czy są faktycznie dostępne na półkach. Na szczęście rozwiązanie nowych łamigłówek w trakcie rozmowy wymaga zdecydowanie dłuższej konwersacji, przynajmniej w moim przypadku :o)

      • Są – w dodatku w promocji przy kasie, więc proponują je do każdego zakupu. Jednak się nie zdecydowałem i teraz trochę żałuję. Ale może jeszcze podjadę gdzieś po nie.

      • Ja chyba sam byłe z tego co pamiętam zaskoczony tym rozwiązaniem, więc to pewnie wina jej łatwości 🙂 Ja już wici rozesłałem, żeby więcej Biedronek sprawdzić, więc może będzie. A jak nie to do Empiku, tylko tutaj mi całkowicie nie po drodze.

  • Labirynt w Labiryncie – Eggception