Inside³ dla zuchwałych

Kończąc pierwszą część recenzji łamigłówek Inside³ obiecałem, że to jeszcze nie koniec, czas więc słowa dotrzymać! Choć już podstawowe edycje bardzo przypadły mi do gustu, zdawałem sobie sprawę, że to dopiero początek naprawdę niebanalnej przygody. Dziś wracamy do sześciennych labiryntów, aby odkryć ich nieco mroczniejszą stronę…

Gwoli szybkiego podsumowania – w poprzednim wpisie zajmowałem się elementarnymi modelami Novice (bardzo satysfakcjonującymi) oraz serią 0, stanowiącą większą, trudniejszą i bardziej czasochłonną edycję podstawek. Teoretycznie idąc dalej tym tropem można byłoby rozwijać serię Inside³ praktycznie w nieskończoność – pamiętacie monstrualne nieraz gabarytowo, mniej lub bardziej licencjonowane edycje kostki Rubika? Rodzina Inside³, jak widać poniżej całkiem już nieźle rozbudowana, zaczęła jednak ewoluować w zupełnie innym kierunku…

Romain-Guirec Piotte nie jest typem wynalazcy poruszającego się po linii najmniejszego oporu. Rozwijając serię postanowił podążyć za nieco mniej przewidywalnym trendem. W końcu jaki jest sens mnożenia labiryntów i utrudniania i tak już niełatwej plątaniny korytarzy, skoro można…

… dodać drugą kulkę!

Już same pudełka łamigłówek z dodatkowym mieszkańcem łatwo odróżnić za sprawą cudnie zaprojektowanej, psychodelicznej naklejki, dzięki której od razu wiadomo, o co chodzi. Od momentu odkrycia serii Phantom moja wyobraźnia pracowała jednak na zwiększonych obrotach: no dobra, dwie kulki, ale czy trzeba przeprowadzić obydwie przez labirynt? W tą samą czy przeciwne strony? A może do każdej kulki przypisany jest osobny, rozdzielny układ korytarzy i trudność polega na symultanicznym rozwiązywaniu?

Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej makiaweliczna – głównym celem drugiej kulki jest generowanie efektów dźwiękowo-taktylnych, mających na celu utrudnić przeprowadzenie przez sieć korytarzy tej podstawowej. Faktycznie, w przypadku standardowych labiryntów bardzo często rozwiązuje się je na słuch, wspomagając się czasem zmysłem dotyku, szczególnie kiedy kulka przemieszcza się przy zewnętrznych ściankach łamigłówki.

W Phantomach istnieje wydzielony fragment labiryntu (tak więc przynajmniej jednak moja teoria nie była do końca błędna), w którym po zamkniętym obwodzie przemieszcza się rzeczona przeszkadzajka. Czy to faktycznie rozprasza? No jasne! Sam autor łamigłówki proponuje zresztą, żeby pierwszy raz rozwiązywać Phantomy po uprzednim wyjęciu nadmiarowej kulki. No chyba, że prosimy się o guza…

A jeżeli nie dwie kulki, to co?

Dla purystów ceniących sobie klasyczne wyzwania, pozbawione sadystycznych udziwnień, również znajdzie się coś ciekawego wśród bardziej zaawansowanych łamigłówek Inside³. Jak można utrudnić życie rozwiązującego, wymusić wyższy poziom koncentracji i zniechęcić do nieprzemyślanych ruchów? Wystarczy… uniemożliwić rozebranie łamigłówki! I tak się właśnie stało w modelu Vicious, wydanym w bardzo ładnym odcieniu brązu. Jeżeli tutaj zgubimy gdzieś po drodze kulkę, istnieje niebezpieczeństwo, że już na wieki pozostanie więźniem labiryntu.

Takie utrudnienie ma paradoksalnie nieoczekiwaną zaletę – ponieważ tylna ścianka przytwierdzona jest na stałe, nie występuje w tym modelu dosyć irytujące pływanie otwieranego wieka, na które narzekałem w poprzednim artykule. Łamigłówka jest sztywna i bardzo solidna – zacząłem się wręcz zastanawiać, czy to nie celowe działanie? Poziom irytacji przy rozwiązywaniu rośnie już tak bardzo, że ewentualny rzut frustracyjny może przeżyć tylko zwarta konstrukcja…

Vicious pozostawia jeszce cień nadziei – ma w końcu naniesioną mapę labiryntu. Jeżeli naprawdę chcecie sobie obrzydzić życie, możecie zainwestować w wersję Mortal, czarną odmianę Viciousa, również nierozbieralną ale jednocześnie… pozbawioną mapy! Nie polecam jednak zaczynania znajomości z Inside³ od Mortala, to rzut na bardzo głęboką, pełną żarłaczy wodę. Choć są dowody na to, że została przynajmniej kilkukrotnie rozwiązana, prawdopodobieństwo odłożenia jej po krótkiej znajomości jest po prostu zbyt duże.

Ph’nglui mglw’naf Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn…

Pewnie na tym etapie niejeden z Was zadał już sobie pytanie „a gdyby tak połączyć powyższe łamigłówki w jedną? CIekawe co by z tego wyszło?” Nie musicie gdybać, ja to już wiem – wyszłaby ekstremalna kostka Cthulhu (nawiązanie do koszmarnych tworów wyobraźni J.P. Lovecrafta jest całkowicie zamierzone). Wyobraźcie sobie bowiem szczelnie zamknięty, smoliście czarny, sześcienny labirynt, dostarczany bez mapy, za to… z dwiema kulkami!

To właśnie Cthulhu totalnie mnie zachwyciła. Nie tylko iście perwersyjnym pomysłem, nastawionym na cierpienia i beznadzieję, ale również kapitalnym wykonaniem. Kostka nie jest idealnie gładka, jak miało to miejsce w przypadku Mortala, lecz  pokryta została inskrypcjami wziętymi wprost z mitologii Lovecrafta. Oczywiście w żaden sposób nie ułatwia to jej rozwiązywania, co widać na poniższym zwycięzcy konkursu na krótką formę filmową:

Projekt Cthulhu po prostu rozłożył mnie na łopatki. Jak stwierdził Romain wysyłając mi łąmigłówkę „ta kostka Ci się spodoba” – no i cóż, trafił w sedno. Powiem tylko tyle: zabierałem się do niej z nabożnym skupieniem. Z dodatkową przeszkadzajką każdy nieopatrzny ruch może być ostatni. A kostki nie da się rozebrać, żeby odnaleźć zgubę.

To znaczy nie do końca się nie da… W czasie naszych internetowych dyskusji stosunkowo szybko pojawił się temat oszukiwania – przy pomocy nożyka do tapet można przecież usunąć doklejoną tylną ściankę. Gdybyście jednak postąpili tak z kością Cthulhu, konsekwencje mogą być bardzo nieprzyjemne. Wnętrze skrywa bowiem autentyczne lovecraftowskie przeklęcie…

Przyznaję bez bicia – uwielbiam takie numery! Nie tylko świadczy to o dogłębnym przemyśleniu idei łamigłówki przez projektanta, dopuszczającego  istnienie osobników grających nie fair, stanowi jednocześnie przykład totalnego zanurzenia abstrakcyjnej przecież idei w klimat Pradawnych.  Moje najwyższe uznanie, to jest łamigłówkowe mistrzostwo świata!

Do tej pory nikt nie zgłosił się z rozwiązaną kostką Cthulhu. Może ci, którzy otwarli ją nieuczciwie, wolą się nie przyznawać? Ja moją przechodzę bardzo ostrożnie, mapując precyzyjnie każdy ruch i zawsze wracając do położenia początkowego po kolejnej iteracji. Możecie mi wierzyć albo nie, ale wypchnięcie kulki z pozycji startowej wymagało naprawdę wzięcia głębokiego oddechu i zwalczenia gęsiej skórki.

Ale jeszcze długa droga przede mną. To przecież w końcu ostateczna łamigłówka…

  • Wykonanie: 9.5

    + nieotwieralne kostki trzyma się bardzo stabilnie

    + dodatkowe smaczki na opakowaniach

    + absolutna immersja w klimat w przypadku Cthulhu (na zewnątrz i wewnątrz)

  • Grywalność: 10

    + kapitalny pomysł z drugą kulką-przeszkadzajką

    + brak możliwości demontażu wyostrza zmysły

    + stopniowanie trudności kończy się prawdziwym łamigłówkowym koszmarem

  • Ocena: 9.5 (Phantom/Vicious)/10 (Cthulhu)

    Kostka rodem z Lovecrafta? Biorę w ciemno! 10/10 za pomysł i wykonanie!

Zaawansowane łamigłówki Inside³

Producent: microplast, Francja

Autor: Romain-Guirec Piotte

Dystrybucja w Polsce: Rebel sp.z o.o.

Cena: 45-75 PLN