Dael ‘O Ring (nie zawiera Minotaura)

Labirynty towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Znaleźć je można wśród naskalnych neolitycznych malowideł, w egipskich grobowcach królów, na antycznych monetach z brązu, średniowiecznych katedralnych posadzkach i w wiktoriańskich angielskich ogrodach.  Występują na niemal wszystkich kontynentach i wśród niezliczonej liczby kultur. Odcisnęły swoje piętno na literaturze, malarstwie, rzeźbie a nawet muzyce i filmie. Oczywiście wdarły się również z impetem do świata łamigłówek.

Ciąg dalszy nastąpił

Po dosyć wyczerpującej, acz niezwykle satysfakcjonującej przygodzie z angielskim Revomaze,  postanowiłem drążyć temat dalej – ukryte labirynty zdecydowanie przypadły mi do gustu. Po sięgnięciu głębiej w zasoby internetu padło na holenderskie łamigłówki autorstwa Gerta Santmana i Cora Vissersa. Zaprezentowane po raz pierwszy w 1995 roku jako Dool ‘O Rinth, na skutek błędu produkcyjnego nie sprostały oczekiwaniom rynku podgrzanym przez intensywną kampanię reklamową – łamigłówka nie działała tak, jak powinna. Ponowną szansę dostały 15 lat później, kiedy to poprawiony mechanizm uzyskał aprobatę twórców i tak narodził się Dael ‘O Ring, którego nazwa wywodzi się rzekomo od Dedala, twórcy najbardziej znanego, choć mitycznego labiryntu pod pałacem w Knossos na Kracie, uwiecznionego w historii o Tezeuszu, Minotaurze i nici Ariadny. Dosyć daleki strzał, gdyby ktoś pytał mnie o zdanie, ale cóż, licentia poetica

Łamigłówki Dael ‘O Ring występują w sześciu odmianach, różniących się od siebie stopniem trudności, kolorem i mówiącą samą za siebie nazwą: Easy Yellow, Simple Orange, Silly Green, Complex Blue, Crazy Red oraz Terrible Black. Namierzyłem atrakcyjną cenowo okazję na Amazonie, jednak w międzyczasie ku mojemu zadowoleniu ujawnił się polski dystrybutor, który na początku roku postanowił wprowadzić holenderskie labirynty na rodzimy rynek. W ten sposób możliwe okazało się przetestowanie nie jednej, lecz trzech łamigłówek  Dael ‘O Ring: żółtej, pomarańczowej i zielonej.

Pierwsze wrażenia

Po wzięciu do ręki dowolnego  Dael ‘O Ring skojarzenia z Revomaze są nieuniknione  i natychmiastowe – tylko po to, by po chwili ustąpić miejsca ewidentnym różnicom pomiędzy obydwoma produktami. Idea jest praktycznie ta sama: odpowiednio obracając i przesuwając walcowaty trzpień w pierścieniu obudowy, nawigujemy wśród niewidocznego dla oka labiryntu, doprowadzając ostatecznie do rozdzielenia obydwu elementów. W obydwu przypadkach bazować musimy na wyobraźni przestrzennej, pamięci i zręcznych palcach, wspomaganych czasem dla utrwalenia postępów kartką papieru i ołówkiem.

Na tym jednak podobieństwa się kończą. Po pierwsze labirynt w wersji holenderskiej naniesiony jest na wewnętrznej stronie pierścienia obudowy, a nie na trzpieniu, jak ma to miejsce w angielskiej łamigłówce. Po drugie Dael ‘O Ring jest całkowicie statyczny – nie znajdziecie w nim pułapek powodujących zresetowanie labiryntu i powrót do punktu wyjścia. Po rozpoczęciu nawigacji zaczynacie przemierzać plątaninę ścieżek i albo szczęśliwie dobrniecie do końca, albo będziecie musieli wrócić po własnych śladach do początku. O ile oczywiście będziecie w stanie…

Różnice dotyczą również swoistego czucia w rękach obydwu łamigłówek. Być może powinienem zapoznać się z nimi w odwrotnej kolejności, a być może element dociskający trzpień do pierścienia w Dael ‘O Ring powinien mocniej sprężynować – tak czy siak holenderski labirynt sprawia wrażenie luźnego, pierścień przesuwa się po trzpieniu ze znacznie większą swobodą. Niekoniecznie stanowi to wadę, wymaga po prostu nieco innego rodzaju precyzji i swoistego przestawienia. Wspólny jest natomiast finalny element – ścieżka biegnąca przez łamigłówkę, umożliwiająca po rozwiązaniu ponowne wsunięcie w siebie elementów składowych.

A w praniu…

Czy masowa produkcja zamiast precyzyjnego rzemiosła i plastyk zastępujący anodyzowane aluminium oznacza, że holenderski produkt jest gorszy od angielskiego? Na pewno okazuje się pod wieloma względami znacząco inny.  Z uwagi na większą średnicę trzpienia i tym samym większą powierzchnię wnętrza obudowy można na niej zmieścić nieco bardziej skomplikowany układ korytarzy. Z uwagi na brak pułapek i brak elementów dynamicznych teoretycznie prędzej czy później będziemy w stanie rozwiązać każdy labirynt, stosując chociażby regułę prawoskrętu. Praktyka dowodzi jednak, że bez wysilenia wyobraźni przestrzennej i umiejętności mapowania przebiegu niewidocznej plątaniny korytarzy frustracja każe nam odłożyć łamigłówkę na stronę. Tylko po to, by po chwili znowu wziąć ją do ręki… bo ukryte labirynty wciągają, niezależnie od kraju pochodzenia.

Bezpieczne korytarze, lepszy chwyt dla palców i w efekcie łatwiejsza nawigacja stanowić mogą zachętę dla młodszych miłośników łamania głowy, wybaczając więcej podczas eksploracji. Niebagatelnym czynnikiem zachęcającym do zainteresowania się Dael ‘O Ring jest rónież jego… cena, kształtująca się na poziomie mechanicznych metalowych łamigłówek serii Cast z Hanayamy. Choć całkowicie plastykowa,  holenderska zabawka wykonana jest bardzo starannie i z wysokiej jakości materiałów, przyjemnie ciążąc w dłoni (twórcy chwalą się zresztą niemiecką produkcją). Kolory pierścieni są żywe i przyciągają wzrok, nawet opakowanie z wewnętrznym elementem stabilizującym sprawia wrażenie przemyślanego.

Tyle w kwestii budowy i porównań z konkurencją. Jak jednak sprawuje się jako wyzwanie? Czy stanowi wystarczające wyzwanie dla miłośników łamania głowy? No cóż, dla doświadczonego mózgołamacza Dael ‘O Ring jest łamigłówką stosunkowo prostą. Rozwiązanie żółtego zajęło mi około 40 minut, w dwóch turach, w których poznawałem niuanse budowy tej łamigłówki Mądrzejszy o uzyskaną wiedzę rozprawiłem się z pomarańczowym w około 20 minut, co jednak zdecydowanie było efektem szczęśliwego trafu, nie wiem, czy dałbym radę w tej chwili ten wynik powtórzyć. Najwięcej frajdy i pierwsze prawdziwe wyzwanie stanowił natomiast zielony. Jak to w labiryncie, w każdym przypadku mamy do czynienia z zasadną ilością ślepych zaułków i odgałęzień prowadzących na manowce, dopiero w zielonym pojawił się element znani i lubiany w Revomaze: świadomość, że wiemy już, o co chodzi w rozwiązaniu, ale w dalszym ciągu nie potrafimy do niego doprowadzić. To było przyjemne i satysfakcjonujące doświadczenie.

Nie to samo, nie tak samo

Ponieważ wcześniejsze godziny spędzone nad Revomaze nie poszły na marne, podrzuciłem dla porównania Dael ‘O Ring mniej doświadczonej młodzieży. Efekty były łatwe do przewidzenia – łamigłówki wcale nie okazały się takie łatwe i ich rozwiązanie zajęło zdecydowanie więcej czasu, i to zwykle w kilku podejściach. Również ja wróciłem chętnie do rozgryzionych już tematów, szukając optymalnej drogi i szlifując czasy. Nie są to na pewno najbardziej skomplikowane labirynty, z jakimi miałem do czynienia – kilkadziesiąt minut przy holenderskim Silly Green to nie kilkadziesiąt godzin przy angielskim Extreme Green –  jednak nie doszukałem się w nich również większych wad w swojej kategorii. To klasyczne labirynty, w których zadaniem jest odnalezienie drogi do wyjścia, a nie przechytrzenie pokrętnego umysłu projektanta, grającego niejednokrotnie nie fair. Jeżeli ciekawi Was ta tematyka, Dael ‘O Ring może stanowić dobre wprowadzenie w świat ukrytych labiryntów. Przy rozsądnym stosunku jakości do ceny nie zrobicie krzywdy swojej kieszeni, a może odkryjecie w sobie nową pasję. Ja mam nadzieję zakosztować pozostałych łamigłówek tej serii, Silly Green rozbudził we mnie ochotę na więcej.

* w reklamach występuje Gert Santman, jeden z twórców łamigłówki

Dael ‘O Ring: Easy Yellow, Simple Orange, Silly Green

Producent: Dael ‘O Ring Toys B.V.

Autorzy: Gert Santman i Cor Vissers

Dystrybucja w Polsce: OOH MEDIA Marcin Matusiak

Cena: 39,90 PLN

www.daeloring.pl

  • Trzeba zaczynać od żółtego?

    • logicznieZnadPlanszy

      Jeżeli nie jest się absolutnie początkującym łamigłówkowiczem, to nie widzę takiej konieczności. Poszczególne kolory różnią się stopniem zagęszczenia labiryntu i pokrętnością dochodzenia do rozwiązania. Z uwagi na ostatni czynnik preferuję zielonego, choć spotkałem się z opiniami, że to pomarańczowy daje popalić. Ocena stopnia trudności jest dosyć subiektywna, mimo wszystko szczęśliwy wybór ścieżki gra tutaj pewną rolę, o ile nie rozwiązujesz systemowo.

  • Justyna Chaniecka

    Zgadzam się – odczucie trudności jest tu bardzo subiektywne. Wielu z moich znajomych ma problem z rozwiązaniem chociażby żółtego, podczas gdy moja przyjaciółka rozwiązała zarówno poziom żółty jak i zielony w 15 minut i to przy rozmowie przy kawie:). Ja opanowałam żółtego Dael O Ringa, teraz bawię się zielonym i póki co nie udało mi się zdjąć pierścienia. .