Łamigłówki XXI wieku

Choć sam pomysł nie jest bezwzględnie nowy, wszystko inne w Inside³ jest już na wskroś współczesne – począwszy od źródeł inspiracji, przez proces projektowania, sposób finansowania, meandry produkcji, aż po formy reklamy i liczne popkulturowe nawiązania. Sporo jak na jedną łamigłówkę, ale w sam raz dla całej łamigłówkowej rodziny, będącej – przynajmniej dla mnie – największą niespodzianką bieżącego roku.

Jak to z Inside³ było

Cynk o nowych łamigłówkach podrzucił mi Tycjan (dzięki za rewolucyjną czujność!), jak widać uważniej niż ja przeglądający ofertę polskich sklepów internetowych. Całą seria od razu wydała mi się co najmniej interesująca, niestety wyszukanie czegoś więcej w sieci nie dało satysfakcjonujących rezultatów – poza niewiele mówiącą nazwą nie miałem innych punktów zaczepienia. Na szczęście polski dystrybutor szybko podesłał mi bardzo dobrze dobraną reprezentacyjną próbkę i wtedy… łamigłówkowe niebo stanęło przede mną otworem!

Inside³ to trójwymiarowy, zamknięty w nieprzezroczystym sześcianie labirynt, przez który przeprowadzamy metalową kulkę. Labirynt nie tylko z założenia ślepy (taki ostatnio mój los…), ale na dodatek modułowy (to coś nowego!) i występujący w budzącej szacunek liczbie wariacji (każdy znajdzie coś dla siebie). W jego poznawaniu pomagają mapy poszczególnych poziomów, naniesione na przednią i tylną ściankę. Eksploruje się go w obie strony, co nie tylko wydłuża czas zabawy, ale praktycznie zapewnia dwie łamigłówki w jednej, bo droga powrotna to zupełnie inna bajka – ludzką wyobraźnię przestrzenną łatwo można oszukać dosłownie odwracając problem do góry nogami. Większość łamigłówek można rozebrać, demontując tylną ściankę, dzięki czemu odnalezienie zagubionej kulki nie będzie problemem, no chyba, że zdecydujemy się od razu na najtrudniejsze modele, co jednak zdecydowanie odradzam – zaliczanie kolejnych poziomów trudności to sama frajda.

Kiedy wiedziałem już co i jak, szybko udało mi się skontaktować z wynalazcą i spiritus movens całego zamieszania.  Romain-Guirec Piotte – inżynier, miłośnik gier planszowych, komputerowych i kina, właściciel psa o wdzięcznym imieniu Zombie – dosłownie zasypał mnie informacjami o swoim przedsięwzięciu. A jest to historia sukcesu rodem z american dream, tyle tylko, że znad Sekwany.

Na miarę naszych czasów

Sam pomysł zrodził się w roku 2012 (w pierwowzorze rolę metalowej kulki odgrywało ziarnko pieprzu), ale dopiero upowszechnienie druku 3D umożliwiło powstanie ostatecznej wersji prototypu, do czego walnie przyczyniła się drukująca na zamówienie firma Sculpteo.  Ponieważ wydawcy nie wykazali wystarczającego zainteresowania, użyty został kolejny współczesny wynalazek – francuski portal crowfundingowy Ulule. Zamiast potrzebnych 30 tysięcy euro zebrano ponad półtorej raza więcej. Produkcję podjęła specjalizująca się w precyzyjnych odlewach plastykowych firma microplast, a potem poszło już z górki, dzięki kampanii w mediach społecznościowych i oficjalnym sklepie internetowym, dobra nowina rozeszła się po świecie, również dzięki filmom promocyjnym publikowanym na YouTube:

Nie znam drugiej łamigłówki tak intensywnie i w pełnym dostępnym zakresie korzystającej z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji. Jednocześnie to naprawdę niesamowite, jakiemu uproszczeniu uległ kosztowny i skomplikowany proces tworzenia od podstaw działającego prototypu. Nie zmniejsza to oczywiście niezbędnego zaangażowania twórcy, ale dostępne środki techniczno-finansowe sprawiają, że praktycznie każdy wystarczająco zdeterminowany wynalazca może dziś, przy odpowiedniej dozie uporu i wystarczająco dobrym pomyśle, zrealizować swoje marzenia.

Francuskie poczucie humoru

Czy łamigłówka może doprowadzić człowieka do łez? I to dla odmiany nie z frustracji, a ze śmiechu? Ano jak się okazuje może! Zaczyna się dosyć niewinnie czerwoną kropka na tle całkowicie czarnego opakowania z napisem „Tu jesteś”. Potem, w trakcie wyłuskiwania łamigłówki z pudełka, jest coraz lepiej, gdy cytowane są fikcyjne wypowiedzi przedstawicieli szeroko pojmowanej popkultury:

  • Najlepszy labirynt na świecie – Tezeusz
  • Ja uwielbiam łamigłówki Inside³, ale moja mama ich nie cierpi – Norman Bates

I wreszcie mój ulubiony, przy którym literalnie się popłakałem:

  • Mam dla Ciebie prezent, Fetorze – Ramsay Bolton

Miłośnicy Gry o tron docenią dwuznaczność wspominanego podarunku. Cytatów jest zresztą więcej, ale nie będę psuł Wam zabawy. W hasłach reklamujących Inside³ znajdziemy mnóstwo niuansów, których odkrywanie stanowi zabawę samą w sobie Oczywiście takie zabiegi nie mają wpływu na jakość samego logicznego wyzwania,  świadczą jednakowoż o próbie wyjścia z abstrakcyjnego getta i nadaniu łamigłówce bardziej ludzkiego oblicza. Zerknijcie zresztą na przykładowe reklamy powyżej.

Co stuka w Inside³

Miałem okazję przetestować łamigłówki z linii noVICE (Easy i Regular) oraz linii 0 (Mean i Awful). Od razu rzuca się w oczy różnica wielkości pomiędzy seriami, przekładająca się zresztą bezpośrednio na projekt samych opakowań. Wielkość sześcianu warunkowana jest stopniem komplikacji ukrytego wewnątrz labiryntu: w najprostszej układance mamy 5 warstw, w wersji 0 jest ich już 7, ale faktyczny skok poziomu trudności to wielokrotność tej różnicy. Testowałem już kiedyś nieco podobną łamigłówkę, jednak precyzja prowadzenia kulki i sama konstrukcja przejść pomiędzy warstwami przemawia zdecydowanie na korzyść rozwiązania francuskiego.

Muszę przyznać, że już linia noVICE zdobyła moją niekłamaną sympatię. Sześciany są przyjemnie zaokrąglone, ścieżki szerokie, a mechanizm zamykania kostki nie dopuszcza żadnych luzów i pewnie trzyma zawartość. Frajda zaczyna się od najprostszego niebieskiego modelu Easy, który starszym pozwoli się oswoić z mechaniką Inside³, a dla młodszych będzie stanowił pierwsze faktyczne wyzwanie. Przesiadka na zielony Regular zaowocowała małym szokiem – dzięki przestrzałom ciągnącym się przez całą długość łamigłówki, poziom trudności rośnie naprawdę znacznie i temu modelowi trzeba już poświęcić sporo uwagi i cierpliwości. Nie miałem okazji spróbować wersji Mean, ale mogę się jedynie domyślać, że pomimo mniejszych gabarytów stanowi dojrzałą, intelektualną zagwozdkę. Bardzo spodobał mi się taki początek łamigłówkowej serii, w której już pierwsze projekty dostarczają satysfakcjonującej rozrywki dla różnych kategorii wiekowych.

Labirynt się zagęszcza

Przeskok na Inside³ w serii 0 to już zupełnie inna para kaloszy. Łamigłówki są większe, o dosyć ostrych brzegach, przez co nie trzyma się ich w dłoniach tak komfortowo, łatwiej jednak manewrować całym labiryntem. Nie podobał mi się w nich system zamknięcia tylnej ścianki, opierający się na dwóch zatrzaskach, które po kilkukrotnym demontażu zaczynał nieco pływać, dosyć nieprzyjemnie uginając się w dłoniach. Same łamigłówki to jednak prawdziwe wyzwanie: dość powiedzieć, że po tym, jak utknąłem nieodwołalnie w modelu Mean, rozrysowałem żmudnie pod wpływem ambicji cały labirynt tylko po to, by przekonać się ostatecznie, że przy pierwszym podejściu źle policzyłem otwory przelotowe.

Mean to zgodnie z nazwą to naprawdę podła łamigłówka, jednak w porównaniu ze swoją starszą siostrą Awful wydaje się zaledwie sympatyczną rozgrzewką. Czerwona kostka dysponuje nieporównywalnie bardziej skomplikowanym, gęstym labiryntem, wymagającym nie tylko absolutnego skupienia i cierpliwości, ale również sporej dawki zręczności. Już po naniesionej na ścianki mapie widać zresztą, że żarty się skończyły. Dość powiedzieć, że aby zdążyć z recenzją przeszedłem wersję Awful tylko w jedną stronę – jak wspominałem wcześniej przejście łamigłówki od tyłu to zupełnie nowe wyzwanie dla umysłu, nawet jeżeli pierwotną drogę mamy już nieźle opanowaną.

Nie tylko łamigłówki

Same sześciany to jednak nie wszystko – kapitalnym uzupełnieniem Inside³ są nalepki, przedstawiające rzuty labiryntu również na boczne ściany łamigłówki. Możemy wykorzystywać je dwojako: w postaci ostatniej deski ratunku, kiedy naprawdę nic innego już nie pomaga, lub jako kolejną wariację rozwiązania, w którym trzymamy sześcian jednym z boków do góry i pokonujemy labirynt z jeszcze innej perspektywy. To kolejne niespotykane wcześniej w branży łamigłówkowej rozwiązanie, wyciskające frajdę z każdej kostki do ostatniej kropli. Czyżby wzór do naśladowania dla innych?

Ostatnią innowacją jest platforma internetowa umożliwiająca wymianę rozwiązanych już łamigłówek z innymi użytkownikami. Na razie działa we Francji, podejrzewam jednak, że rozszerzenie obszaru wymian nie byłoby specjalnym kłopotem. Dzięki temu można zapoznać się z całą dwunastką bez kupowania wszystkich modeli. Teoretycznie takiemu celowi może służyć dowolne forum dyskusyjne, jednak fakt zaproponowania podobnego mechanizmu przez producenta świadczy o niestandardowym podejściu do klientów.

Pełnoprawny system

Można zachwycać się francuską kuchnią, być koneserem galijskich win, albo tak jak ja stać się miłośnikiem paryskich łamigłówek.

Trudno nie docenić powiewu świeżości, jaki seria Inside³ wnosi do świata labiryntów. Jest intrygująco zaprojektowana: dzięki modułowej budowie możliwości rozszerzania linii o nowe odsłony jest w pewnym sensie nieograniczona. Jest bardzo dobrze wykonana (poza małym felerem w tylnej ściance otwieranych dużych łamigłówek) – umożliwia maksymalnie precyzyjne prowadzenie kulki w ślepych korytarzach. Świetnie się skaluje, pozwalając na zabawę bardziej i mniej zaawansowanym młodszym oraz starszym.

Co jednak jest naprawdę wyjątkowe i niespotykane w łamigłówkowych seriach: człowiek ma ochotę rozwiązać je wszystkie. Już najprostsze modele gwarantują świetną zabawę (z dotychczas recenzowanych powiem wręcz, że linia Novice to moja ulubiona) a potem jest już tylko lepiej – każda kolejna odsłona proponuje nową zagwozdkę, problem do rozwiązania czy niespotykany wcześniej układ labiryntu. Świetnie działa to również pod względem edukacyjnym, bo rozwiązując je po kolei uczymy się coraz więcej. A niniejsza recenzja to zaledwie wierzchołek góry lodowej, wiele jeszcze można opowiedzieć o łamigłówkach Inside³. Koniec końców tego nie da się opisać, po prostu trzeba spróbować, szczególnie że ceny nie są abstrakcyjne.

Czynnik ludzki

Łamigłówki te są tak dobre, jak zdeterminowani są ich projektanci. Widać w nich pasję ich twórcy i całego zespołu, który sam najwyraźniej dobrze się bawiąc stworzył niebanalną rozrywkę, która dostarczy kupę zabawy innym. A że nie dzieję się to śmiertelnie na poważnie – tym lepiej! Dlatego na deser… sam autor opowiada o swoim wynalazku. I to po angielsku!

Łamigłowki Inside³ powrócą w kolejnej części recenzji. Będzie strasznie!

  • Wykonanie: 9.5 (małe)/8.5 (duże)

    + unikalna konstrukcja

    + żywe kolory i dobre plastiki

    + duża precyzja prowadzenia kulki

    + polska cena nie zabija

    + intrygujące dodatki (nalepki, platforma wymian)

    – mocowanie tylnej ścianki serii 0 rozprasza przy rozwiązywaniu

    – większe kostki mają trochę zbyt ostre krawędzie

  • Grywalność: 9.5

    + świetna koncepcja modułowej łamigłówki dla każdego

    + kapitalnie ćwiczy wyobraźnię przestrzenną

    + element zręcznościowy nie dominuje rozgrywki

    + droga powrotna stanowi osobne wyzwanie

    + kolejne modele wnoszą coś nowego – trudno się powstrzymać przed spróbowaniem wszystkich

    – mechanizm resetujący został zaimplementowany, ale wymaga rozebrania łamigłówki

  • Ocena: 9.5/9

    Ślepe labirynty w zupełnie nowej odsłonie. Satysfakcjonująco wymagające!

Seria łamigłówek Inside3

Producent: microplast, Francja

Autor: Romain-Guirec Piotte

Dystrybucja w Polsce: Rebel sp.z o.o.

Cena: 45-75 PLN

  • Kurde miałem je w ręku i się zastanawiałem – kupić, nie kupić. Chyba będę musiał kupić… 🙂

  • pelnaparaZnadPlanszy

    Nie do wiary, Wojtek recenzuje coś w cenie, która nie zabija 😀
    PS. świetny tekst – jak zwykle coś świeżego.

  • Ramar

    Sama koncepcja wpisuje się moim zdaniem w tę półkę łamigłówek, gdzie znajduje się Perplexus. Jednak cena jest przystępniejsza, a zagadka jeszcze bardziej oryginalna.
    No nic, będzie trzeba zakupić i wypróbować.

    • logicznieZnadPlanszy

      Zasadne stwierdzenie, choć Perplexus bazuje w większym od Inside³ stopniu na zręczności, niż wyobraźni przestrzennej. Powstała wprawdzie przezroczysta kostka Crystal (bazująca na Easy0):
      http://www.ulule.com/insidezecube/news/livraison-des-cubes-pour-de-vrai-cette-fois-19614/
      ale używana jest głównie w celach demonstracyjnych.
      Koncepcja widocznego labiryntu nie będzie raczej kontynuowana, Inside³ pozostaną ślepe, bo jak stwierdził sam Romain „Instnieje Perplexus, nie sposób stworzyć nic lepszego!”. Swoją drogą podziwiam dystans twórcy do swojego dzieła w kontekście dokonań konkurencji.