Revomaze – łamigłówki z najwyższej (cenowej) półki

Mikołaj w tym roku przyjechał z Kanady, choć zakupy zrobił wcześniej w Wielkiej Brytanii. Dlaczego tak? Bo paradoksalnie było najtaniej, co wcale nie oznacza, że tanio. Ale pomijając efekt globalizacji, zasadnicze pytanie brzmi – czy mimo wszystko było warto?

Ile jesteście skłonni zapłacić za łamigłówkę? Większość produkowanych masowo wielozadaniowych układanek plastykowych nie przekracza kwoty 80 PLN, drewniane kończą się na 100 PLN, ekskluzywne mechaniczne wystają trochę powyżej. Uważacie, że to drogo? A gdzie tam!

Mechaniczne cudeńka

Na stronę internetową brytyjskiej firmy Revomaze zaglądać należy ostrożnie. Przedstawione tam łamigłówki należą do najbardziej oryginalnych spośród tych, z jakimi dane mi było się zetknąć, jakość wykonania również wydaje się nie mieć sobie równych. Gdzie tkwi haczyk? Ano, w cenie… O ile macie od razu zbędne 100-240 funtów (i kolejne 18 na transport) – zapraszam na zakupy. Jeżeli jednak musicie się chwilę zastanowić, proponuję w międzyczasie doczytać niniejszy wpis do końca.

W Revomaze przy pomocy obrotów i ruchów posuwisto-wstecznych poruszamy walcowatym trzpieniem z naniesionymlabiryntem, dla „ułatwienia” szczelnie zamkniętym w beczkowatej obudowie. Przypomina to trochę chodzenie z zawiązanymi oczami po systemie kładek zawieszonych nad przepaścią – jeden błędny krok i… zaczynamy od nowa, o ile wierzymy w reinkarnację, oczywiście. Łamigłówki, których mechanizm ukryty jest przed wzrokiem rozwiązującego, nie są niczym nowym. Zaintrygowany ideą ukrytych labiryntów znalazłem jeszcze dwóch przedstawicieli tego gatunku: łamigłówkę Dael’O Ring autorstwa dwóch Holendrów (Cor Vissers i Gert Santman, 2010) oraz prekursora trendu, opracowanego i produkowanego w Finlandii Blind Labirynth (Lauri Kaira, 1983). Być może uda się je kiedyś przetestować. W Polsce nadal można kupić Internal Combustion z Eureki tudzież Enigmę z Puzzlomatica, w porównaniu jednak z Revomaze… no cóż, niewiele jest do porównywania…

W teorii…

Mimo wszystko podszedłem do tematu budżetowo. Choć większość wynalazków Chrisa Pitta

wykonanych jest z metalu, w roku 2010 zdecydował się wypuścić linię popularną pod nazwą Obsession, do produkcji której użył komponentów z plastyku. Obyło się bez pójścia na skróty – zamiast korzystać z tańszych odlewów, plastykowe trzpienie trafiają na te same sterowane numerycznie obrabiarki, z których schodzą ich metalowi kuzyni. Najpierw czekałem na promocję, potem jednak wersja Obsession przestała być produkowana, momentalnie osiągając astronomiczne ceny. Udało mi się kupić chyba ostatnią sztukę za rozsądne pieniądze, i to w sklepie internetowym w Kanadzie, skąd transport był paradoksalnie tańszy.

Łamigłówka przyjechała gustownie zapakowana i zaklejona złotą (a jakże!) plombą. Pierwsze wrażenie? Przypomina automatyczny bezpiecznik z poprzedniej epoki! I jest ciężka – ponad 1/3 kilograma – co nie jest bez znaczenia, biorąc pod uwagę przeciętny czas rozwiązywania (od 3 do 4 godzin), podczas których cały czas trzymamy ją w rękach. Na wierzchołku białego trzpienia naniesiono stylizowane na labirynt niebieskie R – to oznaczenie najprostszej łamigłówki w rodzinie. Jakość wykonania absolutnie zachwyca, ma się wrażenie obcowania z produktem inżyniersko-ergonomicznego geniuszu. Pamiętano nawet o ścięciu fragmentu beczkowatej obudowy tak, aby można ją było bezpiecznie postawić na stole bądź półce – nowość w wersji plastykowej. Do metalowych można było dokupić drewniane podstawki, za kolejne 20 funtów…

… i w praktyce

Łamigłówka wymaga początkowo odrobiny wyczucia. W pierwszej chwili nie wiedziałem, czy siła przykładana do obrotów i przesunięć nie jest zbyt duża. Z drugiej strony plastykowy trzpień sprawia chyba większy opór niż jego metalowy odpowiednik. Po kilku próbach wszystko przebiegało już bez przeszkód, nie licząc bolącego pod koniec dnia kciuka i palca wskazującego. Po labiryncie poruszać się trzeba dosyć ostrożnie, bo o ile niektóre ścieżki są szerokie i ograniczone ścianami, o tyle kilka z nich jest wąskich, krótkich i bez barierek – o wypadek nietrudno. Ten ostatni jest zresztą ogłaszany donośnym kliknięciem, kiedy sprężynujący element prowadzący ześlizguje się ze ścieżki, po czym pozostaje już tylko doprowadzić łamigłówkę do stanu początkowego i spróbować jeszcze raz.

Suchy opis powyżej brzmi mało zachęcająco – czy to przypadkiem nie jest śmiertelnie nudne? Na szczęście wręcz przeciwnie, łamigłówka stanowi udane połączenie:

  • wyobraźni przestrzennej (trzeba wizualizować niewidoczny labirynt),
  • elementów zręcznościowych (precyzyjnych obrotów i przesunięć),
  • zapamiętywania długich sekwencji ruchu (takie profi-memory),

a wszystko to w atrakcyjnym opakowaniu z oryginalnym wnętrzem.

Profesjonaliści nazywają wypadkową powyższych procesów mapowaniem labiryntu – niektórzy wykonują je całkowicie w pamięci, inni posługują się notacją najróżniejszych typów.

Zabawa jest obsesyjnie wręcz wciągająca, każde śmiertelne kliknięcie zachęca do kolejnej próby, pokonania następnego zakrętu, skrzyżowania bądź prostej. I choć najbardziej doświadczonym graczom rozwiązanie zajmuje 15 sekund, dojście do rozwiązania to dla przeciętnego miłośnika łamigłówek dobrych kilka godzin zabawy. Później zostaje pole do popisu przy szlifowaniu czasów. Niech Was nie zwiedzie wielkość obudowy – labirynt naniesiony na trzpień zakręca, zawraca i kluczy w sposób naprawdę imponujący, co można zresztą zobaczyć po ukończeniu łamigłówki, równoznacznym z wyjęciem trzpienia i uzyskaniem dostępu do ukrytego w jego wnętrzu certyfikatu.

Totalna satysfakcja

Rozwiązuję swojego błękitnego Revomaze’a powoli, niespiesznie, przyjemność sprawia mi samo trzymanie łamigłówki w dłoni, zerkanie w wyobraźni za kolejny załom labiryntu i zapamiętywanie jego kolejnego fragmentu. Dawkuję sobie przyjemność, żeby zostało jej na dłużej, na rekordy prędkości przyjdzie czas. Nad projektem Chrisa Pitta można usiąść na kilkadziesiąt sekund, żeby sprawdzić kolejną koncepcję, albo walczyć do przykurczu palców, czyli nie tak znowu długo, gdyż sam producent zaleca zasadę „często, ale w małych dawkach”. Już teraz wiem, że Revomaze to tak naprawdę kolejny hobbystyczny wirus – po skończeniu błękitnego przyjdzie ochota na czarny, czerwony lub metalowy, gdzie do statycznej eksploracji dochodzą dynamiczne fragmenty labiryntu, które musimy pokonać w odpowiednim tempie, albo konieczne do rozwiązania wielokrotne, bezbłędne przejścia jedno po drugim.

Jeżeli będziecie mieli okazję wziąć do ręki łamigłówkę Revomaze – nie wahajcie się ani chwili. Ale ostrzegam, być może nie będziecie jej już chcieli oddać. Ja znajomości z pękatą beczułką o nieobojętnej cenie na pewno nie żałuję.

  • Wykonanie: 9

    + rewelacyjny projekt i produkt końcowy

    + bardzo precyzyjny mechanizm jak na wersję plastykową

    + wygląda dobrze nawet stojąc na półce

    – metalowy trzpień chyba się lepiej ślizga

  • Grywalność: 10

    + kapitalne rozwinięcie idei ukrytego labiryntu

    + działa naraz na kilka zmysłów

    + można się bawić minutę albo godzinę, a potem na wyścigi

  • Ocena: 9.5

    Najwyższa łamigłówkowa półka. Marzę o wersji metalowej. Tylko ta cena…

Revomaze Obsession Blue V2

Producent: Ashton Pitt Ltd, Wielka Brytania

Autor: Chris Pitt

Cena: 48 GBP

  • Musze powiedzieć, że wersja metalowa robi wrażenie nie tylko ceną. Ostatnio coraz chętniej sięgam do różnych łamigłówek, ale tego pułapu cenowego pomimo pięknego wyglądu nie przeskoczę 🙂

  • Przemo

    Można to już nabyć gdzieś w Polsce?

    • logicznieZnadPlanszy

      Obawiam się, że nieprędko, i nie chodzi wyłącznie o cenę – obecnie dostępne łamigłówki Revomaze są po prostu produkowane w niewielkich partiach, do wyczerpania zapasów, i tak w kółko. Niestety, choć w Stanach pojawiły się nowe wersje metalowe, Gunmetal i Copper, nic nie słychać o kolejnej partii tańszych, plastykowych łamigłówek, które część sklepów za granicą miała wcześniej na stanie w większych ilościach.

      Najprościej będzie kupić bezpośrednio w Wielkiej Brytanii lub u nowego amerykańskiego dostawcy, w sklepach Marbles the Brain Store. Jednak ceny nowych Revomaze drastycznie rosną, a jedyną alternatywą jest ebay, gdzie czasem można potargować się o używaną łamigłówkę w atrakcyjniejszej kwocie.

      Śledzę jednak temat na bieżąco, gdyby coś się zmieniło na pewno dam znać.