Greenrock Village – wieś sielska, anielska?

Otóż nie do końca – współczynnik przestępczości w tej zabitej dechami mieścinie, ze szczególnym uwzględnieniem brutalnych morderstw, bije wszelkie światowe rekordy. Trudno w niej wręcz o bezpieczne miejsce: śmiertelna przygoda może nas spotkać w hotelu, teatrze a nawet na bezpiecznym wydawałoby się ogródku działkowym. Wśród popularnych narzędzi zbrodni znaleźć można sekatory, nożyczki i szpadle, świeczniki i marmurowe popiersia, ale również drut kolczasty, butelki whisky i trujące pestycydy.

Mowa oczywiście o serii dedukcyjnych gier i łamigłówek logicznych wydawanych przez Jumbo B.V. (holenderską firmę o niemieckim rodowodzie) w serii Greenrock Village właśnie, składającej się do tej pory z gry planszowej przypominającej Cluedo, rozgrywającej się w hotelu, oraz dwóch jednoosobowych łamigłówek, osadzonych w realiach teatralno-działkowych. Opowiem Wam dzisiaj o moich perypetiach związanych z jednym z tych produktów i zakończę nad wyraz budującą konkluzją.

Jak to z łamigłówką było

Oddając w Essen uszkodzoną łamigłówkę elektroniczną Rubik’s Slide otrzymałem od  Jumbo propozycję nie do odrzucenia – możliwość wymiany na dowolną inną zabawkę logiczną z ich oferty. I choć niewątpliwie do bezbolesnego uznania reklamacji przyczyniła się walnie osobista pomoc Wujka Ala, niemiecki oddział zdobył wysokie noty za styl. bez Nie wahałem się zbyt długo – na Greenrock Village miałem już ochotę od dawna, powstrzymywała mnie jedynie niemiecka wersja językowa tej łamigłówki dostępna na targach – bo kłopot w tym, że wszystkie zadania podane są wyłącznie w formie dosyć obszernych opisów.  Język Goethego nie jest mi całkowicie obcy, ale łamigłówki to u nas zabawa rodzinna i musiałbym się bawić w tłumacza. Skoro jednak trafiła się okazja, postanowiłem wziąć byka za rogi. Jakoś to będzie…

Wykonanie? Brawo!

Dla osób przyzwyczajonych do wysokiego poziomu wydań łamigłówek SmartGames czy ThinkFun propozycja Jumbo stanowi bardzo miłą odmianę, nie odbiegającą w żaden sposób od poziomu konkurencji. Łamigłówka jest bardzo kompaktowa, można spokojnie zabrać ją ze sobą w podróż, a co istotne – wszystkie elementy (solidne, plastykowe kafelki) są szczelnie zamknięte w eleganckim, plastykowym etui, z szufladką na arkusze z zadaniami – samo się nie otworzy, nie wysypie, nie zaginie. Muszę przyznać, że zarówno jakość wykonania (świetny plastyk, zawiasy z metalowym trzpieniem) jak i swoista ergonomia (okrągły otwór w dnie szufladki ułatwiający wyciąganie arkuszy oraz obcięte narożniki płytek, idealnie nadające się do zahaczenia paznokciem, zestawione z wgłębieniami w planszy) wzbudziła moje najwyższe uznanie – całość sprawia bardzo solidne wrażenie, a  sprawuje się wręcz znakomicie. Zaskoczyć może jedynie słuszna waga, ale to naturalna konsekwencja użytych materiałów, no i szata graficzna to rzecz gustu, ale wszystkie elementy są bardzo czytelne.

Naprzód, domorośli detektywi!

W warstwie logicznej łamigłówka stanowi fizyczną odmianę zagadek spopularyzowanych w Polsce przez Lecha Pijanowkiego, a dotyczących perypetii panów Abackiego, Babackiego, Cabackiego i dalszej rodziny. W zadaniach publikowanych między innymi w obrębie cyklu Rozkosze łamania głowy otrzymywaliśmy niekompletne, zazębiające się  przesłanki, które musieliśmy metodą dedukcji zbić w spójną całość, by ostatecznie odpowiedzieć na postawione na wstępie pytania. O ile jednak Pijanowskiego rozwiązywało się w pamięci albo na kartce papieru, o tyle Greenrock Village posługuje się plastykową matrycą, w której odpowiednio układamy płytki odpowiadające poszczególnym aspektom zbrodni: ofiarom, sprawcom, miejscom, czasowi i narzędziom.

Najłatwiejsze z 50 zadań sprawiają wrażenie prostej układanki – zapoznajemy się z poszlakami: gdzie, kiedy, kto, kogo i czym, a następnie odpowiednio układamy poszczególne kafelki na planszy, a wynik objawia się praktycznie sam. Później robi się jednak zdecydowanie trudniej, przesłanki stają się niejasne i wieloznaczne, do poprawnego rozwiązania potrzebne jest sprawdzenie kilku koncepcji i wyłonienie tej, która nie zawiera sprzeczności. Mamy do dyspozycji trzy poziomy trudności i generalnie zadania są satysfakcjonujące. Lamigłówka z łezką w oku przypomniała mi czasy spędzone lata temu z gumką i ołówkiem nad magazynem Razem czy Światem Młodych, w którym tego typu zagadki również były publikowane. Nigdy bym nie pomyślał, że wrócę do nich w tak ekskluzywnej formie.

Jumbo punktuje ponownie

Rosnący poziom trudności spowodował niestety automatyczny wzrost komplikacji niemieckojęzycznych opisów. Sporządzony przeze mnie naprędce mały słowniczek, umożliwiający moim małoletnim testerkom samodzielne rozwiązywanie zadań (angielski jest na szczęście zasadniczo podobny) przestał wystarczać – składnia zrobiła się zbyt skomplikowana. Postanowiłem więc spróbować szczęścia jeszcze raz: wiedziałem, że istnieje wersja anglojęzyczna tej łamigłówki. Nie potrzebowałem całego zestawu, jego dostępność była zresztą dyskusyjna, tylko samych zadań w wersji angielskiej.

Postanowiłem zwrócić się do źródła i napisałem bezpośrednio do holenderskiej centrali, choć nie dawałem sobie zbyt wielu szans. Zadania z założenia nie są publikowane na internecie ani dostępne powszechnie w formie elektronicznej, gdyż to one de facto stanowią o wartości kupowanej łamigłówki. Zawsze warto jednak próbować i tak też było tym razem – Jumbo nie tylko odpowiedziało całkiem sprawnie, ale wykonało naprawdę konkretną pracę uściślając o co tak do końca mi chodzi, przekopując swoje przepastne archiwa oraz… wysyłając mi fizyczną kopię zadań pocztą! Przyznam szczerze – odrobinę zdębiałem.

I tak to powinno wyglądać!

Przywykliśmy już do bezpłatnego dosyłania błędnie wydrukowanych bądź brakujących elementów gier planszowych, czasem w ramach promocji można się załapać na darmowe rozszerzenie czy dodatek. Niezbyt często się jednak zdarza, żeby wydawnictwo nie sprzedające bezpośrednio danych produktów na konkretnym rynku przejęło się pojedynczym użytkownikiem, który w zasadzie wybrzydza, bo nie podoba mu się język produktu, który świadomie kupił. Jumbo ujęło mnie dwukrotnie: wymieniając hojnie jedną łamigłówkę na drugą oraz świadcząc serwis konsumencki na naprawdę wysokim poziomie. Podkreślić muszę świetny kontakt z osobą z działu obsługi klienta i jej autentyczne zaangażowanie w próby rozwiązania mojego problemu. I choć u nas pod tym względem również jest coraz lepiej, życzę wszystkim podobnych planszówkowo-łamigłówkowych historii.

A może macie już własne doświadczenia w tej materii?

  • Wykonanie: 9.5

    + jakość komponentów bez zarzutu

    + przemyślany projekt

    + ergonomiczne podejście do obsługi

    +/- szata graficzna może/nie musi się podobać

  • Grywalność: 8.5

    + rosnący poziom trudności

    + kafelki łatwo przemieszczać przy niechybnych zmianach koncepcji

    +/- rozwiązywanie pod rząd zbyt wielu zadań może prowadzić do pewnej rutyny

    – początkowe zadania rozwiązują się same

  • Ocena: 9

    Klasyk w bardzo atrakcyjnej odsłonie. Szkoda, że tylko w obcych językach.

Greenrock Village Tatort: Theater

Producent: Jumbo B.V.

Autor: Harry G.M. Habraken

Cena: 18 EUR

http://www.jumbo.eu/