• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Logicznie
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Revomaze – łamigłówki z najwyższej (cenowej) półki

11 grudnia 2013/3 komentarze/w Blog/Autor Wojtek Dziwok

Mikołaj w tym roku przyjechał z Kanady, choć zakupy zrobił wcześniej w Wielkiej Brytanii. Dlaczego tak? Bo paradoksalnie było najtaniej, co wcale nie oznacza, że tanio. Ale pomijając efekt globalizacji, zasadnicze pytanie brzmi – czy mimo wszystko było warto?

Ile jesteście skłonni zapłacić za łamigłówkę? Większość produkowanych masowo wielozadaniowych układanek plastykowych nie przekracza kwoty 80 PLN, drewniane kończą się na 100 PLN, ekskluzywne mechaniczne wystają trochę powyżej. Uważacie, że to drogo? A gdzie tam!

Mechaniczne cudeńka

Na stronę internetową brytyjskiej firmy Revomaze zaglądać należy ostrożnie. Przedstawione tam łamigłówki należą do najbardziej oryginalnych spośród tych, z jakimi dane mi było się zetknąć, jakość wykonania również wydaje się nie mieć sobie równych. Gdzie tkwi haczyk? Ano, w cenie… O ile macie od razu zbędne 100-240 funtów (i kolejne 18 na transport) – zapraszam na zakupy. Jeżeli jednak musicie się chwilę zastanowić, proponuję w międzyczasie doczytać niniejszy wpis do końca.

W Revomaze przy pomocy obrotów i ruchów posuwisto-wstecznych poruszamy walcowatym trzpieniem z naniesionymlabiryntem, dla „ułatwienia” szczelnie zamkniętym w beczkowatej obudowie. Przypomina to trochę chodzenie z zawiązanymi oczami po systemie kładek zawieszonych nad przepaścią – jeden błędny krok i… zaczynamy od nowa, o ile wierzymy w reinkarnację, oczywiście. Łamigłówki, których mechanizm ukryty jest przed wzrokiem rozwiązującego, nie są niczym nowym. Zaintrygowany ideą ukrytych labiryntów znalazłem jeszcze dwóch przedstawicieli tego gatunku: łamigłówkę Dael’O Ring autorstwa dwóch Holendrów (Cor Vissers i Gert Santman, 2010) oraz prekursora trendu, opracowanego i produkowanego w Finlandii Blind Labirynth (Lauri Kaira, 1983). Być może uda się je kiedyś przetestować. W Polsce nadal można kupić Internal Combustion z Eureki tudzież Enigmę z Puzzlomatica, w porównaniu jednak z Revomaze… no cóż, niewiele jest do porównywania…

W teorii…

Mimo wszystko podszedłem do tematu budżetowo. Choć większość wynalazków Chrisa Pitta

wykonanych jest z metalu, w roku 2010 zdecydował się wypuścić linię popularną pod nazwą Obsession, do produkcji której użył komponentów z plastyku. Obyło się bez pójścia na skróty – zamiast korzystać z tańszych odlewów, plastykowe trzpienie trafiają na te same sterowane numerycznie obrabiarki, z których schodzą ich metalowi kuzyni. Najpierw czekałem na promocję, potem jednak wersja Obsession przestała być produkowana, momentalnie osiągając astronomiczne ceny. Udało mi się kupić chyba ostatnią sztukę za rozsądne pieniądze, i to w sklepie internetowym w Kanadzie, skąd transport był paradoksalnie tańszy.

Łamigłówka przyjechała gustownie zapakowana i zaklejona złotą (a jakże!) plombą. Pierwsze wrażenie? Przypomina automatyczny bezpiecznik z poprzedniej epoki! I jest ciężka – ponad 1/3 kilograma – co nie jest bez znaczenia, biorąc pod uwagę przeciętny czas rozwiązywania (od 3 do 4 godzin), podczas których cały czas trzymamy ją w rękach. Na wierzchołku białego trzpienia naniesiono stylizowane na labirynt niebieskie R – to oznaczenie najprostszej łamigłówki w rodzinie. Jakość wykonania absolutnie zachwyca, ma się wrażenie obcowania z produktem inżyniersko-ergonomicznego geniuszu. Pamiętano nawet o ścięciu fragmentu beczkowatej obudowy tak, aby można ją było bezpiecznie postawić na stole bądź półce – nowość w wersji plastykowej. Do metalowych można było dokupić drewniane podstawki, za kolejne 20 funtów…

… i w praktyce

Łamigłówka wymaga początkowo odrobiny wyczucia. W pierwszej chwili nie wiedziałem, czy siła przykładana do obrotów i przesunięć nie jest zbyt duża. Z drugiej strony plastykowy trzpień sprawia chyba większy opór niż jego metalowy odpowiednik. Po kilku próbach wszystko przebiegało już bez przeszkód, nie licząc bolącego pod koniec dnia kciuka i palca wskazującego. Po labiryncie poruszać się trzeba dosyć ostrożnie, bo o ile niektóre ścieżki są szerokie i ograniczone ścianami, o tyle kilka z nich jest wąskich, krótkich i bez barierek – o wypadek nietrudno. Ten ostatni jest zresztą ogłaszany donośnym kliknięciem, kiedy sprężynujący element prowadzący ześlizguje się ze ścieżki, po czym pozostaje już tylko doprowadzić łamigłówkę do stanu początkowego i spróbować jeszcze raz.

Suchy opis powyżej brzmi mało zachęcająco – czy to przypadkiem nie jest śmiertelnie nudne? Na szczęście wręcz przeciwnie, łamigłówka stanowi udane połączenie:

  • wyobraźni przestrzennej (trzeba wizualizować niewidoczny labirynt),
  • elementów zręcznościowych (precyzyjnych obrotów i przesunięć),
  • zapamiętywania długich sekwencji ruchu (takie profi-memory),

a wszystko to w atrakcyjnym opakowaniu z oryginalnym wnętrzem.

Profesjonaliści nazywają wypadkową powyższych procesów mapowaniem labiryntu – niektórzy wykonują je całkowicie w pamięci, inni posługują się notacją najróżniejszych typów.

Zabawa jest obsesyjnie wręcz wciągająca, każde śmiertelne kliknięcie zachęca do kolejnej próby, pokonania następnego zakrętu, skrzyżowania bądź prostej. I choć najbardziej doświadczonym graczom rozwiązanie zajmuje 15 sekund, dojście do rozwiązania to dla przeciętnego miłośnika łamigłówek dobrych kilka godzin zabawy. Później zostaje pole do popisu przy szlifowaniu czasów. Niech Was nie zwiedzie wielkość obudowy – labirynt naniesiony na trzpień zakręca, zawraca i kluczy w sposób naprawdę imponujący, co można zresztą zobaczyć po ukończeniu łamigłówki, równoznacznym z wyjęciem trzpienia i uzyskaniem dostępu do ukrytego w jego wnętrzu certyfikatu.

Totalna satysfakcja

Rozwiązuję swojego błękitnego Revomaze’a powoli, niespiesznie, przyjemność sprawia mi samo trzymanie łamigłówki w dłoni, zerkanie w wyobraźni za kolejny załom labiryntu i zapamiętywanie jego kolejnego fragmentu. Dawkuję sobie przyjemność, żeby zostało jej na dłużej, na rekordy prędkości przyjdzie czas. Nad projektem Chrisa Pitta można usiąść na kilkadziesiąt sekund, żeby sprawdzić kolejną koncepcję, albo walczyć do przykurczu palców, czyli nie tak znowu długo, gdyż sam producent zaleca zasadę „często, ale w małych dawkach”. Już teraz wiem, że Revomaze to tak naprawdę kolejny hobbystyczny wirus – po skończeniu błękitnego przyjdzie ochota na czarny, czerwony lub metalowy, gdzie do statycznej eksploracji dochodzą dynamiczne fragmenty labiryntu, które musimy pokonać w odpowiednim tempie, albo konieczne do rozwiązania wielokrotne, bezbłędne przejścia jedno po drugim.

Jeżeli będziecie mieli okazję wziąć do ręki łamigłówkę Revomaze – nie wahajcie się ani chwili. Ale ostrzegam, być może nie będziecie jej już chcieli oddać. Ja znajomości z pękatą beczułką o nieobojętnej cenie na pewno nie żałuję.

  • Wykonanie: 9

    + rewelacyjny projekt i produkt końcowy

    + bardzo precyzyjny mechanizm jak na wersję plastykową

    + wygląda dobrze nawet stojąc na półce

    – metalowy trzpień chyba się lepiej ślizga

  • Grywalność: 10

    + kapitalne rozwinięcie idei ukrytego labiryntu

    + działa naraz na kilka zmysłów

    + można się bawić minutę albo godzinę, a potem na wyścigi

  • Ocena: 9.5

    Najwyższa łamigłówkowa półka. Marzę o wersji metalowej. Tylko ta cena…

Revomaze Obsession Blue V2

Producent: Ashton Pitt Ltd, Wielka Brytania

Autor: Chris Pitt

Cena: 48 GBP

https://logicznie.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/27/2013/12/images.jpg 158 144 Wojtek Dziwok https://logicznie.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/27/2013/06/znadplanszy-logicznie.png Wojtek Dziwok2013-12-11 19:55:142021-01-16 19:17:11Revomaze – łamigłówki z najwyższej (cenowej) półki
http://logicznie.znadplanszy.pl/kontakt/

Wojtek Dziwok
Encyklopedyczny przykład przedstawiciela homo ludens: miłośnik łamigłówek wielozadaniowych i mechanicznych, japońskich konsoli do gier, ruchomych (bądź nie) obrazków i „Hobbita”. W branży planszówkowej od czasów wycinanek ze „Świata młodych” i „Razem”.

Logicznie

NAJNOWSZE WPISY

  • International Puzzle Day29 stycznia 2021 - 18:06
  • Czego to ludzie nie wymyślą…14 lipca 2020 - 17:10
  • Do trzech razy sztuka8 maja 2019 - 20:40
  • Logiczny Egmont17 marca 2019 - 19:00
  • Jubileuszowa łamigłówka18 lutego 2019 - 18:18
  • Nowe szaty SmartGames14 maja 2018 - 16:30
  • Mały ale wariat27 kwietnia 2018 - 18:03
  • Remanent – do trzech razy sztuka11 grudnia 2017 - 20:46
  • Remanent – drugie podejście21 listopada 2017 - 21:00
  • Remanent – odsłona pierwsza8 listopada 2017 - 19:00

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • styczeń 2021 (1)
  • lipiec 2020 (1)
  • maj 2019 (1)
  • marzec 2019 (1)
  • luty 2019 (1)
  • maj 2018 (1)
  • kwiecień 2018 (1)
  • grudzień 2017 (1)
  • listopad 2017 (2)
  • grudzień 2016 (2)
  • sierpień 2016 (1)
  • maj 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (1)
  • marzec 2016 (1)
  • grudzień 2015 (1)
  • marzec 2015 (1)
  • luty 2015 (1)
  • styczeń 2015 (1)
  • grudzień 2014 (1)
  • październik 2014 (1)
  • wrzesień 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (1)
  • maj 2014 (1)
  • kwiecień 2014 (1)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (1)
  • grudzień 2013 (2)
  • listopad 2013 (3)
  • październik 2013 (2)
  • czerwiec 2013 (3)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Logicznie | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Wtorkowa herezja, czyli Lego Marvel Super Heroes Link to: Wtorkowa herezja, czyli Lego Marvel Super Heroes Wtorkowa herezja, czyli Lego Marvel Super Heroes Link to: Swish do domu i na drogę Link to: Swish do domu i na drogę Swish do domu i na drogę
Scroll to top Scroll to top Scroll to top